
W poniedziałek 7 października odbyła się we francuskim parlamencie debata na temat imigracji. Rząd postanowił zmierzyć się z problemem, który od lat niepokoi społeczeństwo i od lat był traktowany wstydliwie.
Otwierając dyskusję w Zgromadzeniu Narodowym premier Edouard Philippe przedstawił 6-punktowy plan rządu w tej materii. Z jednej otwarta dyskusja nad problemem imigracji ma wytrącić broń z ręki narodowej opozycji i Marine Le Pen, z drugiej pokazać, że prezydent Macron chce prawdziwych reform.
Premier Édouard Philippe zaczął od prawdziwej diagnozy. Przywołał istnienie na francuskiej ziemi populacji imigrantów, którzy chcą dokonać „secesji”. Postraszenie wizją wojny domowej powinno skłaniać do poważnej analizy. Tak się jednak nie stało.
Środkami zaradczymi ma był pomoc na miejscu, w krajach pochodzenie migrantów, co zresztą lansuje od dawna Polska. Ulżyć Francji mogłaby też zdaniem premiera relokacja migrantów w całej UE.
Philippe przedstawił zarys odpowiedzi na pytanie zadane przez Emmanuela Macrona: „Jaki kurs przyjąć w polityce migracyjnej Francji?”. Dwie z sześciu propozycji należą do kategorii „bata”: możliwość wprowadzenia „kwot” imigracyjnych i reforma pomocy medycznej państwa (darmowa opieka medyczna wszystkich imigrantów), która z roku na rok stanowi coraz większe obciążenia dla budżetu.
Reszta to raczej „marchewka”: przekierowanie pomocy rozwojowej, usprawnienie strefy Schengen, przyspieszenie procedur wydalenia cudzoziemców bez prawa pobytu i poprawa integracji. Większość takich propozycji pada już od lat i niczego nie zmienia.
Polityk lewicy Melenchon atakował rząd za samo wywołanie tematu, który napędza „od czterdziestu lat rodzinę Le Penów” i mówił, że to po prostu „nowa akcja propagandowa” i „kolaż fantazji technokratów i majsterkowiczów”.
Brak prawdziwych rozwiązań problemu, który dotarł już nawet do najmniejszej francuskiej wioski, potępiła z kolei Marine Le Pen. Mówiła też o „anarchizacji zjawiska imigracji”. Nawiązała także do zamachu na prefekturze i zabicia czterech policjantów i powiązała imigrację z problem rozwoju skrajnego islamizmu. Zjednoczenie Narodowe zaproponowało „moratorium na imigrację” i społeczne referendum w tej sprawie.
Premier Philippe twierdził, że to tylko ekscesy tej społeczności. Podsumowują debatę, premier stwierdził jednak, że w sprawie imigracji „nie ma konsensusu”. Dodał, że nie chodzi tu o nową ustawę, ale o „ogólną strategię”. Stwierdził też, że trzeba uwzględniać strukturalny charakter presji migracyjnej, która raczej nie zniknie. Jednym słowem… pogadali.
Źródło: Le Figaro/ FL24