Przez więzienie do socjalizmu

REKLAMA

Z Marianem Śledziem, autorem książki „Przez więzienie do socjalizmu”, ukazującej rzeczywistość funkcjonowania Urzędu Bezpieczeństwa w Kozienicach po 1945 roku, rozmawia Rafał Pazio.

NCZAS: We wstępie do książki czytamy, że dziś, we współczesnej Polsce, oprawca i prześladowany żyją obok siebie, czas może zatarł rany, ale nie wolno zapominać…

REKLAMA

ŚLEDŹ: Na początku chciałem podkreślić, że pisało nas dwóch – także Stanisław Prasek. Nasz teren zapewne podobny jest do innych w kraju. Na temat tego, co działo się pomiędzy 1945 a 1956 rokiem, nic praktycznie nie wiadomo. Jeśli ktoś przyjechałby do Kozienic i zapytał, gdzie była siedziba UB, kto był szefem tego urzędu, niczego na ten temat by się nie dowiedział. Odpowiedzi znałoby może kilka starszych osób. Wydaje się jednak, że to jest także kawałek historii. Nie chodzi o opisywanie tylko okresu wojennego i przedwojennego, nie tylko kultury i sportu, ale także historii, którą prezentujemy w książce. O takich zdarzeniach się nie pisze ani nie mówi. Uważałem, że trzeba to zmienić. Napisać dla tych, którzy będą chcieli wiedzieć. Teraz mają źródło.

O historii po 1945 roku właściwie nie mówi się i nie pisze. W szkołach prawie w ogóle temat nie istnieje. Nie ma centralnych obchodów w państwie. Dlaczego według Pana ten okres w historii Polski jest tak zapomniany?

Jest to związane z tym, że ludzie ustroju komunistycznego nadal mają wpływy, co widać po stanowiskach dzieci i wnuków, a także orderach i odznaczeniach, które sobie przydzielają. U nas funkcjonuje Towarzystwo Ziemi Kozienickiej, które wydaje za pieniądze miejskie mnóstwo różnych ciekawych książek, ale porusza tematy związane z kulturą, sportem, wojną, lecz nie z okresem powojennym w kontekście prześladowań organizowanych przez Urząd Bezpieczeństwa. Funkcjonariusz UB podczas rozmowy, którą przeprowadziłem na potrzeby książki, powiedział, że zabrali mu dużo różnych świadczeń, ale był i jest wraz ze swoimi towarzyszami członkiem Towarzystwa Ziemi Kozienickiej. Oni ciągle są, dlatego pewnie lepiej tematów ich dotyczących nie poruszać, bo można sobie zaszkodzić. Książkę zaczynaliśmy w większym zespole. Kilka osób się wycofało, żeby sobie nie zaszkodzić. Prosiłem nauczycieli, ludzi „Solidarności”, żeby coś doradzili. Chciałem dowiedzieć się, jak powinienem napisać książkę historyczną. Na co dzień przecież zajmuję się zupełnie inną branżą. Padł argument, że nie pomogą, gdyż mogą zostać zwolnieni z pracy. Daje to pewien obraz, dlaczego o sprawie się nie pisze i nie mówi. Ja napisałem, bo uważałem to za słuszne. Na teren Kozienic przyjechałem z zewnątrz. Nie jestem z nikim związany i nie pracuję w żadnej instytucji publicznej. Mam prywatną działalność, na własny rachunek – i to mnie czyni wolnym.

Jakie ma Pan najważniejsze spostrzeżenia z tego okresu 1945-1956 dotyczące podejścia Urzędu Bezpieczeństwa do prześladowanych Polaków?

Podczas rozmowy z byłym pracownikiem UB dowiedzieliśmy się o jego metodach. Usłyszeliśmy także, że żałuje tego, co się stało, że wplątał się w tę całą sprawę. Nie podchodziłem do pracy ze względu na zemstę. Starałem się być obiektywny. Rozmawiałem z przedstawicielami Milicji Obywatelskiej, Urzędu Bezpieczeństwa. Chciałem pokazać złożoność tamtych czasów. Może i ubecy coś tam zrozumieli, ale za mało pokazuje się i docenia tych, którzy walczyli o wolność. Są zakopani gdzieś w ziemi lub nie istnieją w życiu społecznym. Ich rodziny poniosły wielkie koszty społeczne, materialne i zawodowe. Oprawcy nadal w sposób pośredni czy bezpośredni istnieją. Weźmy na przykład Bednarskiego, jednego z szefów lokalnego UB. Przydzielił sobie wspaniałe mieszkanie, w centrum, w pięknym miejscu. Dziś tam mieszkają jego dzieci i wnuki. Nic do nich nie mam, ale stwierdzam fakt. Prześladowani żyją po wsiach, w nędzy, nie mają emerytur lub bardzo niskie świadczenia. Ich dzieci musiały startować od zera. To istotna różnica społeczna. Dziś mówi się, że nie trzeba rozliczać, ale trzeba przypominać o tym różnym starcie społecznym, innym ustawieniu społecznym prześladowców i tych, którzy byli prześladowani. To się ciągnie i przechodzi na kolejne pokolenia. W książce to pokazujemy. Pośród ofiar nie ma człowieka, który by się wzbogacił, miał stanowisko. To ludzie bardzo biedni.

„Wyklęcie” trwa do dziś?

Nie chciałbym mówić tak ostro, bo powiedzą, że znalazł się fanatyk. Ale znajdujemy bardzo duży procent ludzi, którzy do dnia dzisiejszego czują konsekwencje prześladowań. W moim życiu także doświadczyłem internowania w latach osiemdziesiątych. Wiem, co to więzienie. Siedziałem w Strzelcach Opolskich. Wiem, co to znaczy siedzieć ze świadomością niewinności. Widziałem rozpacz prześladowanych. Porównując moje doświadczenie z tym, o czym pisze, nie kieruję się zemstą. Chcę się upomnieć o prześladowanych po 1945 roku. Książkę zacząłem pisać także z tego powodu, że w 2008 roku przyjechał do nas Bolesław Pajączek. Miał 85 lat. Jeździł po wsiach, szukał swoich przyjaciół, kolegów. Wiedział, że u mnie zawsze może posiedzieć i porozmawiać. Namawiał mnie, żebym z nim jeździł. Nie dokończył swojego dzieła, zmarł, ale mnie zainspirował i postanowiłem dokończyć jego dzieło. W 1949 roku dostał wyrok 15 lat więzienia. Wyszedł w 1956, bo była amnestia. Cztery lata pracowaliśmy nad książką. Wydaliśmy z kolegą własne pieniądze, poświęciliśmy czas. Szukaliśmy ludzi po wsiach. Tam, gdzie Bolesław Pajączek.

Czy chętnie wspominali tamte czasy?

Większość prześladowanych chętnie rozmawiała i mieli bardzo dobrą pamięć. Wiele spraw próbowałem odnosić do zapisów z akt IPN, gdzie byłem zachęcany do pisania tekstu. Niektóre fakty z dokumentów Instytutu pokrywały się z tym, co powiedzieli ludzie.

Jak liczna jest społeczność miasteczka?

W całej gminie Kozienice ponad 32 tysięcy mieszkańców.

Dlaczego warto przeczytać tę książkę?

To przestroga przed dyktaturami i totalitaryzmami. Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego ludzie stają się oprawcami. Człowieka psuje ideologia. Wyzwala w pewnych ludziach zwierzęcy charakter. Okazuje się, że poza pracą ubecy byli mili, sympatyczni, mieli wspaniałe żony. Potem szli do pracy bić, katować i dręczyć. Ideologie wyzwalają jakiś straszny zamęt w człowieku.

Książka pt. „Przez więzienie do socjalizmu” jest do kupienia w naszej księgarni (tutaj) w wersji papierowej (tutaj) oraz jako e-book (tutaj)

REKLAMA