Macron nie kryje złości po odrzuceniu jego kandydatki do Komisji Europejskiej – „nie wiem co było grane”

Niedoszła Komisarz Goulard Fot. Twitter
REKLAMA

Odrzucenie kandydatury Sylvie Goulard wywołało złość prezydenta Emmanuela Macrona. „Nie rozumie” on decyzji komisji PE. Paryż przyzwyczaił się, że o stanowiskach danego kraju w Brukseli decyduje sam.

Macon strzelił sobie jednak samobójczego gola. Uznał, że jego bliska współpracowniczka z czasów kampanii wyborczej, która ze względu na stawiane jej zarzuty była jednym z najkrócej urzędujących ministrów we Francji, bez problemu nadaje się już do Komisji Europejskiej.

REKLAMA

Sylvie Goulard szybko złożyła dymisję ze stanowiska ministra obrony, po tym jak na jaw wyszły problemy z fikcyjnym zatrudnianiem asystentów ze swojej centrolewicowej partii MoDeam (wsparła Macrona), gdy była deputowaną PE.

Goulard zwróciła pieniądze do kasy w Brukseli za jednego z asystentów, ale wobec niej toczy się nadal śledztwo prokuratury francuskiej i unijnego OLAFA. W dodatku podczas pełnienia mandatu deputowanej PE „dorabiała” sobie też po 10 tys. euro miesięcznie od amerykańsko-niemieckiej fundacji.

Odrzucenie tej kandydatury to osobista porażka Macrona, który wybrał ją na stanowisko komisarza dość niespodziewanie. Na konferencji prasowej prezydent tłumaczył się, że podał Ursuli Van der Leyen trzy nazwiska, a kandydaturę Sylvie Goulard przyjęto jako „świetną propozycję”. Zirytowany wrzucił też kamyk do ogródka nowej przewodniczącej KE, mówiąc, że „nie rozumie w jaki sposób prowadzi ona negocjacje z przewodniczącymi trzech najważniejszych grup PE”.

Francuskie media opozycyjne piszą jednak o cenie, którą Macron zapłacił za… „arogancję”. Dostało się też eurodeputowanym francuskiej opozycji za to, że nie pomogli przepchnąć kandydatury Goulard, a nawet ośmielali się ją krytykować. „Jesteśmy jedynym krajem, który dokonał tego niepokojącego spektaklu” – mówił Macron, ale biorąc pod uwagę praktyki polskiej opozycji, racji chyba nie miał.

Źródło: Valeurs Actuelles

REKLAMA