
Telewizja reżymowa, dla zmylenia przeciwnika nazywana publiczną, niechlubnie zasłynęła cenzurowaniem Konfederacji. Okazuje się jednak, że to nie było obliczone jedynie na przegraną partii w wyborach, ale trwa także i po nich.
TVP w ostatnich czterech latach, choć wydawało się to niemożliwe, została upartyjniona o wiele bardziej niż wcześniej. W tym czasie pokazywana jest jedyna słuszna linia, a każde działanie partii-matki jawią się jako sukces.
Również wśród gości nie ma pluralizmu. Blisko 70 procent czasu na wywiady zostało przeznaczone dla polityków PiS. Nie wszyscy przedstawiciele mogli liczyć na obecność w mediach, politycy Konfederacji nie zostali zaproszeni do studia ani razu.
TVP posunęło się nawet do kłamstw na temat Konfederacji, kiedy ta przekraczała próg wyborczy. Wówczas prowadząca stwierdziła, iż Konfederacja tego progu nie przekracza.
Wyrok sądu został wykonany w sposób skandaliczny, niezgodnie z prawem, co sprawiło że Konfederacja znów pozwała TVP i wygrała. Tym razem media publiczne postanowiły jednak nie wykonywać wyroku i zapowiedziano odwołanie się do europejskiego trybunału w Strasbourgu.
Wszystkie brudne sztuczki telewizji reżymowej nie przyniosły rezultatu, a Konfederacja przekroczyła próg wyborczy. TVP jednak dalej nie zdobyło się na rzetelność i podczas wieczoru wyborczego pominęła relację jednego z ogólnopolskich komitetów wyborczych.
Ja myślałem, że @TVP cenzuruje @KONFEDERACJA_, żeby obniżyć jej wynik i żeby PIS zdobyło więcej mandatów a tu okazuje się, że to z nienawiści! Wybory się skończyły a oni nie potrafią nawet pokazać nagrania ze sztabu czy wypowiedzi liderów Konfederacji jakby ten sztab nie istniał? pic.twitter.com/xD91fYbExh
— Bob Gedron (@Bob_Gedron) October 13, 2019








