
Po ogłoszeniu podwyżek cen biletów na metro w Chile wybuchły zamieszki, które zmieniły się w krwawą rzeź. Jedną z przypadkowych ofiar protestów jest Polak Mateusz Maj, który pracował w Ameryce Południowej.
Tragiczna śmierć Polaka wstrząsnęła wszystkimi. Mateusz Maj jest jedną z wielu już ofiar zamieszek, które trwają w Chile. Polak został przypadkowo postrzelony i zmarł w wyniku odniesionych obrażeń.
Podczas ogólnego chaosu w Chile pojawili się także złodzieje, którzy próbują wykorzystać sytuację. Plądrowanie sklepów stało się już stałym elementem protestów w Południowej Ameryce.
Jeden z nich zaatakował teścia Polaka, wg relacji Mateusz Maj próbował mu pomóc. Teść, były oficer armii, wyciągnął broń. Tak się jednak niefortunnie złożyło, że na linii strzału znienacka pojawił się Mateusz Maj i to on, a nie złodziej został trafiony.
Mateusz Maj był polskim nauczycielem języka angielskiego, który pracował jako lektor języka angielskiego na Wall Street Institute. W Chile mieszkał od lat, tam też poznał swoją żonę.








