Homoseksualne dziecko? Korwin-Mikke mówi, że gdyby tak się stało, to „nie ma się czym przejmować”. Stawia jednak stanowcze „ale”

Janusz Korwin-Mikke / Fot. YouTube/wRealu24
Janusz Korwin-Mikke / Fot. YouTube/wRealu24
REKLAMA

Reporterzy „Super Expressu” byli w domu Janusza Korwin-Mikkego. Dowiedzieli się, m.in., że jego córka gra na keyboardzie, że z żoną nie planują już kolejnych dzieci oraz co zrobiliby, gdyby jedno z ich dzieci okazało się w przyszłości być homoseksualistą.

Dziennikarze zostali oprowadzeni po domu Janusza Korwin-Mikkego. Lider Konfederacji pokazał swoje karykatury, które otrzymał od fanów. Jest ich całkiem sporo. Pokazał także kolekcję pamiątkowej broni.

REKLAMA

Czy gdyby został pan premierem Polski, zaprosiłby Władimira Putina, by normalnie z nim porozmawiać? – zapytał jeden z dziennikarzy w trakcie wizyty. – Jak można zaprosić Trumpa, to można i zaprosić Putina. Dlaczego nie? To jest nasz sąsiad. Przynajmniej ten nie rości sobie pretensji do Fromborka – wyjaśnił Korwin-Mikke.

Zapytany zaś o wrak Tupolewa odpowiedział, że „Rosjanie próbują nas tym wrakiem skłócić, a my się dajemy”. – Niech sobie go zatrzymają. Ja bym go pociął i sprzedawał na relikwie. Na pewno byliby chętni – dodał polityk.

W kuchni odezwała się żona, Dominika Korwin-Mikke. Pochwaliła męża, że samodzielnie zrobił wielkie zawieszenie nad kuchnią, by „zaoszczędzić miejsca w szafkach”. Wiszą na nim patelnie i inne przybory, które mogą zawisnąć.

Zapytano także Korwin-Mikkego, co by zrobił, gdyby w przyszłości jedno z dzieci okazało się homoseksualne. – Takie rzeczy się zdarzają, nie ma czym się przejmować. Myślę, że gdyby dziecko było homosiem albo lesbijką to nic by się nie stało. Nikt by o tym nie widział poza mną, być może – zadeklarował Janusz Korwin-Mikke.

Natomiast gdyby zaczęło chodzić na „marsze równości” to wtedy bym się wyrzekł z całą pewnością – zaznaczył Korwin-Mikke.

Źródło: se.pl

REKLAMA