Świetna wiadomość dla pacjentów państwowej służby zdrowia! Endokrynolog przyjmie już w 2028 roku

Operacja zdjęcie ilustracyjne fot. Pixabay
Operacja zdjęcie ilustracyjne fot. Pixabay
REKLAMA

Jeden z wrocławskich endokrynologów zapisał pacjenta z chorą tarczycą na 2028 rok. – W przychodni przy ul. Dobrzyńskiej zaproponowano termin za dziesięć lat! W Szpitalu Wojskowym – za pięć lat. Poszedłem do lekarza prywatnie – pisze pacjent.

Jedna z chorych na tarczycę osób nie mogła dostać się do państwowego lekarza z powodu potężnych kolejek. Sprawę opisał w liście, który opublikowała „Gazeta Wyborcza”.

REKLAMA

Niedawno wystartowała kampania „Polska to chory kraj”. Jedno z haseł mówi o 24-miesięcznej kolejce do endokrynologa. To jest pewnie średnia krajowa. Rzeczywistość wygląda dużo gorzej. W zeszłym miesiącu chciałem się zarejestrować do endokrynologa we Wrocławiu. W przychodni przy ul. Dobrzyńskiej zaproponowano termin za dziesięć lat! W Szpitalu Wojskowym – za pięć lat. Poszedłem do lekarza prywatnie – napisał czytelnik.

Gazeta zaznacza, że „pierwszy wolny termin wizyty w poradniach, które mają umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia, to dla pacjentów w stanie stabilnym marzec 2024 r.”. – W pozostałych przychodniach to odpowiednio: 2025, 2027 i 2028 r. (pacjenci ze skierowaniem „pilne” przyjmowani są po kilku miesiącach) – zaznacza GW.

Takie są przepisy. Zapisujemy również na odległe terminy – mówi Monika Kowalska, rzecznik Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego, do którego endokrynolog zapisuje na terminy za osiem lat.

NFZ płaci za pracę specjalistów 42-45 zł za poradę. Prywatnie endokrynolog bierze 150-200 zł. Na NFZ płacimy wszyscy, de facto finansując endokrynologów innym, obcym nam osobom.

Na całym Dolnym Śląsku w publicznych przychodniach przyjmuje 42 endokrynologów. W tym 31 we Wrocławiu. Ale nie są zatrudnieni na pełne etaty – biorą zaledwie po kilka godzin w tygodniu. Z wyliczeń NFZ wynika, że gdyby zsumować ich godziny pracy w publicznych przychodniach, wyszłoby jedynie 16 etatów. Lekarze wolą pracować prywatnie – przyznaje GW.

No ale wiadomo – bez państwowej opieki zdrowotnej wszyscy zdechniemy pod płotem…

Źródła: wyborcza.pl/nczas.com

REKLAMA