
Na początku 2018 roku Sejm przyjął ustawę przekształcającą straż marszałkowską ze zwykłej ochrony budynku w służbę mundurową. Liczbę strażników chciano powiększyć o ok. 120 i dodać im obowiązków. Nowe obowiązki rzeczywiście się pojawiły, ale nowych strażników wciąż nie ma.
„Stan etatowy straży marszałkowskiej od wielu lat, zarówno na etapie cywilnym, jak i obecnym, mundurowym, oscyluje wokół stałej liczby 160 etatów. Według stanu na 31 października br. pełniących służbę funkcjonariuszy jest 163” – informuje Centrum Informacyjne Sejmu.
Ten zastój może być niepokojący i prowokować nieszczęście w sejmowych murach. W myśl ustawy z początku 2018 roku straż marszałkowską przekształcono ze zwykłej ochrony budynku w służbę mundurową. Liczbę strażników chciano powiększyć o ok. 120 i dodać im obowiązków.
Nowe obowiązki rzeczywiście się pojawiły, ale wciąż nie ma nowych etatów. Strażnicy narzekają na przemęczenie i trudno im się dziwić, przejęli część obowiązków, które wcześniej wykonywał, nieistniejący już, BOR.
Co więcej: do użytku parlamentu oddano nowy budynek „U” po drugiej stronie ul. Wiejskiej, co równa się zwiększeniu obszaru podlegającego ochronie straży marszałkowskiej.
– Jeżeli chodzi o wzrost liczby etatów na straż marszałkowską, o te 120 etatów, to z założenia ustawy nie będziemy korzystać już z pomocy BOR na terenie Sejmu. Wszyscy bowiem pirotechnicy przy wszystkich bramkach to są funkcjonariusze BOR – tak jeszcze w 2017 roku mówiła szefowa Kancelarii Sejmu Agnieszka Kaczmarska.
Jak ta ekipa ma rządzić krajem i zawiadywać naszym bezpieczeństwem, jeśli lekceważy nawet swoje własne? Dziury kadrowe i podejście do zatrudnienia w straży są na tyle poważne, że w jej szeregach znajdowała się nawet osoba psychicznie chora.
Głośna była sprawa funkcjonariusza straży, który we wrześniu w trakcie występu Katarzyny Lubnauer w TVN wysłał do stacji anonimowego maila o treści: „Lubnauer ty k….o szmato dz*wko s*ko trzeba cie zabić jak tego złodzieja Adamowicza”.
Pracownicy stacji zaalarmowali służby, a policja zwróciła się do posłanki, by nie wychodziła ze swojego pokoju w hotelu sejmowym, bo autor maila przebywa w pobliżu. Wkrótce okazało się, że grożącym był podwładny Marszałka Sejmu.
D. przyznał się do zarzucanego mu czynu i jest obecnie objęty dozorem policyjnym.
Źródło: rp.pl