
Łaska Putina na pstrym koniu jeździ. Teraz postanowił, że zwróci właścicielowi należące do Ukrainy okręty. Ma to nastąpić 18 listopada.
Chodzi o trzy okręty wojenne Ukrainy, przejęte przez Rosję w zeszłym roku w rejonie Cieśniny Kerczeńskiej. Informację o zwrocie podały media powołując się na straż graniczną Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB), ale trudno tego nie wiązać z postępem rozmów o przyszłości wschodniej Ukrainy zajętej przez separatystów.
Kijów zgodził się na warunki wstępne, więc wyznaczono na grudzień datę spotkania w tej sprawie w tzw. formacie normandzkim (Rosja, Ukraina, Francja i Niemcy). Jest to też gest Putina wobec prezydenta Francji Macrona, który ostatnio dystansuje się od NATO i twierdzi, że będzie rozwiązywał wszystkie problemy we współpracy z Rosją.
Oddanie cudzej własności, w dodatku zajętej nielegalnie, w rzeczywistości trudno nazwa „gestem” dobrej woli, ale Rosję nie od dziś dotyczą trochę inne zasady logiki.
Jednostki ukraińskie, które mają przejąć okręty od Rosjan, już płyną w wyznaczone miejsce. Media wymieniają tu okolice półwyspu Tarchankut, który jest wysuniętą najbardziej na zachód częścią Krymu. Zarekwirowane okręty opuściły z kolei na holu port w Kerczu na wschodnim skraju Krymu.
Przypomnijmy, że w listopadzie 2018 roku na Morzu Czarnym doszło do ostrzelania przez Rosję trzech niewielkich okrętów marynarki wojennej Ukrainy. Atak nastąpił, gdy Ukraińcy próbowali przepłynąć z Morza Czarnego na Morze Azowskie przez łączącą je i kontrolowaną przez Rosję Cieśninę Kerczeńską. Trzy ukraińskie jednostki zostały przejęte, a 24 członków ich załóg aresztowanych.
W maju bieżącego roku Międzynarodowy Trybunał Prawa Morza (ITLOS) w Hamburgu nakazał Rosji uwolnić marynarzy oraz oddać okręty. Rosja nie wykonała tego orzeczenia. Marynarzy wypuszczono na wolność dopiero we wrześniu, w ramach rosyjsko-ukraińskiej wymiany więźniów i osób przetrzymywanych.
Źródło: PAP