
Minister rolnictwa i żywności Didier Guillaume stwierdził właśnie, że „zmienił zdanie” i jest obecnie zwolennikiem zerowego poziomu alkoholu we krwi kierowców. Obecne przepisy zezwalają we Francji na jazdę przy poziomie do 0,5 g / l alkoholu we krwi.
Taka norma pozwala np. wypić przy obiedzie dwa kieliszki wina, co nad Sekwaną jest pewnym elementem miejscowej kultury kulinarnej. Była to dość sympatyczna oryginalność Francji.
Ujednolicanie przepisów i moda na represyjność przepisów robią jednak swoje. Minister, którego wozi na ogół służbowy kierowca, przeszedł na pozycje „drogowej poprawności”. Jest to tyle obłudne, że Guillaume jednocześnie zachęcał by „pić francuskie wino, bo jest bardzo dobre, ale kiedy pijemy, to nie prowadzimy” – dodawał. Bo nas wożą – chciałoby się zripostować.
Didier Guillaume jest jednak dość „odważny”. Jego resort obejmuje przecież także producentów wina, a jest to nad Sekwaną lobby bardzo silne. „To zaskakujące, a nawet niezrozumiałe” – ripostował niemal natychmiast Jérome Despey, sekretarz generalny związku rolniczego FNSEA.
Kierunek całkowitego zakazu picia będzie jednak trudny do powstrzymania. Robi się to dość sprytnie. Niedawno padła propozycja wprowadzenia na początek „stycznia bez alkoholu”. W zimowy miesiąc, kiedy to warunki jazdy się pogarszają, zaproponowano zlikwidowanie tolerancji nawet dla picia niewielkich ilości wina.
Od 1 lipca 2015 r. we Francji dopuszczalny limit zawartości alkoholu we krwi wynosi 0,5 g / l, co odpowiada 0,25 mg na litr wydychanego powietrza. Młodzi kierowcy, którzy mają trzyletnie „próbne” prawo jazdy, mają taką normę zmniejszoną do zaledwie 0,2 g / l.
W przypadku wykrycia alkoholu we krwi kierowcy ponad normę, kary przewidziane w kodeksie drogowym to mandat w wysokości 135 € oraz zabranie 6 punktów (na 12). Jeśli „nadwyżka” wynosi ponad 0,8 g / l oznacza to natychmiastowy zakaz prowadzenia pojazdów.
Źródło: Ouest France