Zaczyna się dociskanie fiskalnej śruby. Od nowego roku wzrośnie opłata paliwowa. Co z „odwagą Kaczyńskiego?”

Stacja paliw - zdjęcie ilustracyjne. / foto: PxHere
REKLAMA

Prawo i Sprawiedliwość nie zatrzymuje się w sięganiu do kieszeni Polaków. Po zapowiedzi podniesienia akcyzy na papierosy i alkohol o 10 procent, na przyszły rok przewidziano również wzrost stawek opłaty paliwowej na benzynę, olej napędowy i gaz.

Opłata na benzynie wzrośnie o 3,96 proc. Przy 1000 litrów benzyny to zwyżka z obowiązujących 133,21 zł do 138,49 zł.

REKLAMA

Za diesla stawka wzrośnie o 2,93 proc. – z 297,61 zł do 306,34 zł za 1000 l olejów napędowych i wyrobów powstałych ze zmieszania tych olejów z biokomponentami oraz biokomponentów stanowiących samoistne paliwa.

Opłata za 1000 kg gazów wzrośnie do 170,55 zł z 164,61 zł. To podwyżka o 3,6 proc.

Nowe stawki zostały opublikowane w obwieszczeniu ministra infrastruktury w Monitorze Polskim.

Kaczyński 2011 kontra Kaczyński 2019

Jarosław Kaczyński, będąc jeszcze w opozycji, w 2011 roku słusznie zauważył, że połowa ceny paliwa to podatki. Zapewniał, że osobiście obniżyłby akcyzę na paliwo.

Rząd może je zmniejszyć. Ja obniżyłbym akcyzę, przez co spadłyby ceny benzyny, ale do tego trzeba odwagi i odpowiedzialności – mówił wówczas Kaczyński.

Po raz kolejny okazało się, że w PiS punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Po dojściu do władzy Kaczyński nie tylko nie obniżył akcyzy (czyżby zabrakło odwagi?), ale i wprowadził nową opłatę – tzw. emisyjną.

Wprawdzie minister energii Krzysztof Tchórzewski zapewniał, że obowiązujący od 2019 roku podatek nie spowoduje wzrostu ceny paliwa, gdyż opłatę emisyjną wezmą na siebie spółki paliwowe, ale… no właśnie – znów okazało się, że zapowiedzi swoje, a życie swoje.

Jak wynika bowiem z analizy e-patrol, w lipcu 2019 roku za paliwo płaciliśmy więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej i to pomimo niższych cen hurtowych. O szczegółach piszemy TYM miejscu.

REKLAMA