
51-letni mieszkaniec Caen w Normandii okrzyknięty „terminatorem kotów” nie jest bynajmniej jakimś przedstawicielem marginesu społecznego. To długoletni dyrektor dużej firmy, mąż i ojciec czwórki dzieci, mężczyzna ustatkowany i majętny. Okazuje się jednak, że patologia dotyka różnych ofiar.
Dyrektor stanął przed sądem w Caen po raz kolejny, ale i kolejny raz proces został przełożony ze względów proceduralnych. Świadczyłoby to, że „morderca kotów” wybrał sobie sprytnego adwokata.
Tym razem rozprawa odbywa się dodatkowo o zabicie nożem psa w schronisku dla zwierząt w Verson. Mężczyzna jest już sędziom dobrze znany. To dodatkowy proces, bo wcześniej zabijał on tylko koty. Widocznie uznał, że skoro kotów już nie można, to trzeba przerzucić się na psy.
Jego ofiarą w schronisku w Verson w czasie tzw. „dni otwartych” dla publiczności stał się owczarek francuski o imieniu „Inca”. Pracownicy zaleźli psa w swoim boksie z poderżniętym gardłem. Szybko sprawę powiązano z „terminatorem kotów”.
Recydywista był już dwukrotnie skazywany (nieprawomocnie) za okaleczenie i zabicie dziesiątków kotów w roku 2017 w aglomeracji Caen. Otrzymał wyrok 2 lat więzienia w zawieszeniu. Adwokaci tłumaczą jego zachowanie przyjmowaniem lekarstw na chorobę Parkinsona.
Motywy jego działania nie są jasne. Wyjaśniał, że denerwowały go hałasy marcujących się kotów, ale nie wiadomo dlaczego ta „złość” przerodziła się w sadyzm.
Sędziowie zaordynowali teraz sporządzenie kolejnej ekspertyzy neurologicznej. Poprzednia taka ekspertyza została unieważniona przez adwokatów ze względu na błędy proceduralne. Kolejna rozprawa mają się odbyć 19 grudnia, a wyrok teoretycznie ma zapaść 9 marca 2020 r. Akurat w okresie, kiedy koty przystępują do swoich godów…
Źródło: Ouest France