
Rzecz jasna, takie rzeczy tylko na wyspach Galapagos. Za „częściowe” uszkodzenie skorupy chronionego gatunku żółwia, kierowca autobusu został ukarany grzywną o równowartości 11 347,20 $.
Kierowcę turystycznego autokaru uznano za winnego wypadku, który miał miejsce 21 listopada na jednej z wysp archipelagu Galapagos. Jego pojazd najechał na zagrożonego wyginięciem przedstawiciela gatunku Chelonoidis porteri, czyli żółwia słoniowego.
Jest to gatunek jednego z największych żółwi na świecie, podobny rozmiarami do żółwi olbrzymich z wysp Oceanu Indyjskiego. Jego pancerz grzbietowy może mieć 150 cm długości, a największy znaleziony osobnik mierzył 1,87 metra i ważył ponad 400 kg. Żółwie słoniowe żyją tylko na wyspach Galapagos.
Wyspy Galapagos są parkiem narodowym (PNG) od 1959, który zajmuje 97.5% powierzchni archipelagu. Grzywna jest jednak dość wysoka. Wina kierowcy była łatwa do udowodnienia, bo sędziowie z góry mogli założyć, że przechodzący przez drogę żółw, w odróżnieniu od seniorki z wypadku Najsztuba, raczej na jezdnię z prędkością światłą tam ,ie wkroczył.
Wypadek zilustrował twardość skorupy żółwia, która najechana przez ciężki autokar doznała tylko… uszkodzenia.
Źródło: Ouest France/ Wikipedia