Hoplofobia na całego. W Nowej Zelandii wykupiono od właścicieli 56 000 sztuk broni palnej

Pistolet. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay
Pistolet - zdjęcie ilustracyjne. / Źródło: pixabay
REKLAMA

Po ataku na meczet w Christchurch 15 marca, rząd Nowej Zelandii uruchomił propagandową akcję wykupu z rąk prywatnych broni palnej. Program właśnie się zakończył. Odkupiono w sumie 56 tys. sztuk broni.

Program wykupu broni został zakończony 20 grudnia. Policja przejęła w ten sposób 56 300 sztuk broni i 188 000 części zamiennych. Akcję, w kraju liczącym tylko 4,8 mln mieszkańców, uznaje się za sukces.

Cała akcja jest typowym dla lewicy posunięciem propagandowym. Żaden kandydat na terrorystę swojej broni nie sprzeda, a nie można wykluczyć, że przy dobrej cenie i owszem, ale tylko po to, żeby sobie kupić coś lepszego.

REKLAMA

Policja skupowała także broń nielegalną, a jej właściciele byli automatycznie obejmowani amnestią. Po zakończeniu akcji ogłoszono, że każdy, kto ma teraz nielegalną broń, może… stracić licencję na broń palną. Jej posiadaczom będzie też groziła kara pozbawienia wolności do lat pięciu.

Zwolennicy posiadania broni palnej od początku sprzeciwiali się temu programowi. Stowarzyszenie legalnych posiadaczy broni palnej szacują, że w Nowej Zelandii i tak pozostało około 170 000 sztuk niezarejestrowanej broni palnej.

Rząd Partii Pracy pracuje już kolejnymi „reformami”, w tym nad tworzeniem „rejestru broni”. Lewicy do „postępowych reform” wystarczy każdy pretekst.

Źródło: Le Figaro/ AFP

REKLAMA