
Wiele wskazuje na to, że 2020 będzie ciężkim rokiem dla firm. Światowe spowolnienie gospodarki będzie negatywne dla eksportu. Niższe wpływy ograniczą zatem inwestycje. Poza tym większe obciążenia zatrzymają wzrost zatrudnień i wynagrodzeń. Ciosem dla wytwórców ma być wzrost cen prądu. Ale jest jeszcze coś…
Przedsiębiorców i firmy czeka ciężki rok! Oprócz wymienionych już przyczyn, na taki stan rzeczy składa się też polityka rządu. „Wszystkim dadzą się we znaki skutki znaczącego wzrostu płacy minimalnej, która wzrosła od 1 stycznia 2020 r. z 2250 zł do 2600 zł, czyli o 15,6 proc.” – przypomina „Business Insider”.
Najwięcej stracą najmniejsi
– To ogromny wzrost kosztów dla pracodawców, i to tych najmniejszych i działających w najmniej efektywnych sektorach gospodarki, a tym samym najmniej rentownych – mówi dla „BI” Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekonomista z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. – W największym stopniu dotknie to mikro i małe firmy w sektorach hotele i restauracje, budownictwo, przetwórstwo przemysłowe oraz handel.
Zdaniem ekonomistki duże firmy też muszą liczyć się ze znacznym wzrostem kosztów utrzymania pracownika. Głównie dotyczy to sektorów taki jak: opieka zdrowotna, kultura, rozrywka, rekreacja czy hotelarstwo. To własnie tam jest najwięcej ludzi zarabiających minimalne wynagrodzenie.
– Rosnące koszty obniżą i tak niską rentowność sprzedaży i ograniczą możliwości rozwojowe – inwestycyjne – w tych firmach i sektorach, których w największym stopniu będzie dotyczyć wzrost minimalnego wynagrodzenia – przewiduje Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. – Między bajki można włożyć opinie, że wzrost minimalnego wynagrodzenia wpłynie pozytywnie na skłonność firm do inwestycji w celu substytucji pracy kapitałem.
Pracodawcy zapłacą miliardy
Minimalne wynagrodzenie otrzymuje teraz ok 1,5 mln pracowników. Z wyliczeń eksperta wynika zatem, że koszty wzrostu wynagrodzenie dla tej grupy wyniosą ponad 7,6 mld zł! Należy zwrócić też uwagę, iż podwyżki będą dotyczyć też grup zarabiających więcej. Wszystko po to, żeby utrzymać różnicę wynagrodzeń.
– Koszty pracy wzrosną zatem co najmniej o kolejne 7-8 mld zł. – wylicza Starczewska-Krzysztoszek. – Dotyczy to nie tylko pracodawców prywatnych, ale także państwowych i samorządowych. Wynikiem tego wszystkiego będzie wzrost szarej strefy, a nawet upadłości poszczególnych firm.
Kto na tym wszystkim skorzysta?
Odpowiedź jest prosta. Beneficjentami wzrostu płacy minimalnej będzie skarb państwa. – Do pracowników trafi ok. 58 proc. z tego wzrostu. Pozostałe 42 proc. trafi do sektora finansów publicznych – byłoby więcej, gdyby nie obniżono pierwszej stawki PIT do 17 proc. -, z tego prawie 2/3 do ZUS – 4 składki: emerytalna, rentowa, chorobowa i wypadkowa, a ponad 15 proc. zasili NFZ – przypomina Starczewska-Krzysztoszek.
Poza tym sektor finansów publicznych zyska na wzroście wpływów z VAT. Bo trzeba założyć, że wzrosty wynagrodzeń przełożą się na większe spożycie indywidualne.
Reasumując – największe korzyści z podwyżki płacy minimalnej będą mieli pracownicy oraz budżet państwa. Skorzysta też NFZ, ZUS i nieznacznie budżety samorządowe. Za całą „zabawę” zapłacą oczywiście przedsiębiorcy, głównie mali z najbiedniejszych regionów w kraju.



![Zapytali Polaków o odebranie orderu Zełeńskiemu. „Wyrobione, twarde stanowisko” [SONDAŻ] Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Foto: president.gov.ua](https://nczas.com/wp-content/uploads/2022/09/wolodymyr-zelenski-prezydent-ukrainy-100x70.jpg)




![Skandaliczna wypowiedź Kosiniaka-Kamysza. To nie Ukraińcy mordowali Polaków. „Co ten pajac opowiada?” [VIDEO] Władysław Kosiniak-Kamysz. / foto: screen YouTube](https://nczas.com/wp-content/uploads/2024/05/wlasyslaw-kosiniak-kamysz-100x70.jpg)