Czeka nas pandemia. Zginą setki milionów ludzi. Epidemiolodzy alarmują

Pandemia/epidemia koronawirusa z Wuhan
Pandemia/obrazek ilustracyjny/Foto: PAP
REKLAMA

Epidemiolodzy alarmują, że za kilkadziesiąt lat na świecie wybuchnie pandemia. Zginie w niej nawet 165 mln osób.

Naukowcy przez wiele lat poszukiwali odpowiedzi, skąd pochodzą choroby? Jak się rozprzestrzeniają? Co im sprzyja? Jak rodzi się pandemia?

– Nieraz słyszeliśmy, że musimy zwyciężyć w wojnie przeciw drobnoustrojom. Czyżby? Jest ich tak dużo, że ich przewaga liczebna nad nami wynosi 100 tys. do 1. Zwycięstwo nie wydaje mi się możliwe – ostrzega Brad Spellberg, ekspert ds. chorób zakaźnych Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles.

REKLAMA

Choroby od zwierząt

Większość nowo pojawiających patogenów pochodzi od zwierząt. „Ponad 60 proc. nowo pojawiających się patogenów rozwinęło się w futrzanych i skrzydlatych stworzeniach wokół nas. Niektóre pochodzą od stworzeń udomowionych, takich jak zwierzęta domowe i hodowlane. I tak od krów mamy odrę i gruźlice, od świń – krztusiec, a od kaczek – grypę” – pisze Sonia Shah w swojej książce „Epidemia. Od dżumy przez HIV po ebolę”.

Najwięcej, bo ponad 70 proc. chorób wywodzi się jednak od dzikich zwierząt. Wirus zachodniego Nilu, który nazwę wziął od okręgu w Ugandzie, w którym po raz pierwszy go wyizolowano w 1937 roku,  przywlekły np. wędrowne ptaki.

Skąd się bierze pandemia?

Aby patogeny przynosiły się miedzy ludźmi, musi zajść kilak sprzyjających okoliczności, które powodują gwałtowne rozwój i rozprzestrzenianie się choroby.

Błędne przekonania. Europejczycy, jak i Amerykanie, uważali, że epidemia w ogóle ich nie dotyczy. „Przecież cholera to choroba zacofanych mieszkańców orientu i nigdy nie zdoła dotrzeć do oświeconego zachodu”.

Duża gęstość zaludnienia w miastach. Przy braku odpowiedniej higieny i dostępu do czystej wody, te – praktycznie rzecz biorąc – „stały się katakumbami”.

Nieodpowiednie metody leczenia. „Ówczesne sposoby leczenia cholery spowodowały wzrost śmiertelności wśród chorych z 50 do 70 proc. Wymioty i biegunkę u pacjentów uważano za terapeutyczne, a lekarze dawali im środki, które jeszcze nasilały zabijające ich objawy, np. toksyczny związek pod postacią chlorku rtęci.”

Korupcja polityczna. Zmowa w państwie dotkniętym. Za epidemią nierzadko stała, jak pisze Sonia Shah, obawa przed spadkiem obrotów z handlu czy np. liczby turystów. „W 2002 roku w Chinach pojawienie się SARS było oficjalną tajemnicą państwową”.

Szukanie kozła ofiarnego. Lekarzy oskarżano, że zabijają ludzi tylko w celu pozyskania ciał do sekcji. Jeszcze w XIX w. szpitale obrzucano kamieniami, a pracownicy medyczni ginęli w niewyjaśnionych okolicznościach.

Brak innowacyjny leków. Badania nad wynalezieniem nowoczesnych preparatów są dla firm farmaceutycznych mało atrakcyjne – uważa Sonia Shah. „Głównie dlatego, że rynkowa wartość nowego antybiotyku wynosi tylko 50 mln dolarów, co stanowi zaledwie ułamek kosztów ponoszonych na badania i produkcję”.

Konflikt interesów. Firmy farmaceutyczne pomagają WHO w opracowywaniu zasad dostępności leków. Nie zawsze wprowadzają one jednak tańsze odpowiedniki leków, które zwiększyłyby szanse pacjentów na skuteczne terapie. „91 proc. dobrowolnych datków dla WHO przekazano na walkę z chorobami, które odpowiadają jedynie za 8 proc. ogólnoświatowego wskaźnika śmiertelności”.

Co może nas czekać?

Do przyczyn rozprzestrzenianie się epidemii Sonia Shah zalicza też: rezygnację ze szczepień, rozwój połączeń lotniczych i zmiany klimatu.

Łagodna zima w 1999 roku pozwoliła komarom rozmnażać się przez cały sezon w kanałach ściekowych Nowego Jorku. Po tym nastąpił okres letniej suszy, która zmusiła spragnione ptaki do zbierania się przy zatłoczonych wodopojach. To z kolei spowodowało pierwszy w tym mieście wybuch epidemii wirusa zachodniego Nilu – opisuje Sonia Shah.

Podobny scenariusz może ziścić się na masową skalę w przyszłości.

Źródło: biznes.interia.pl

REKLAMA