
W Polsce brakuje ludzi do pracy w służbach. Niskie zarobki i niepewność zatrudnienia zmusza kierownictwo do szukania pracowników „w terenie”.
„Wstąp w szeregi Straży Granicznej!” – takie ogłoszenie można zobaczyć na ulicach Warszawy. Jednak SG nie jest jedyna, w innych służbach również trwają rozpaczliwe poszukiwania chętnych do pracy.
Niegdyś najbardziej elitarna z polskich służb – Agencja Wywiadu od kilku lat zaprasza na otwarte spotkania na uczelniach, gdzie zachęca do aplikowania. Pojawiły się też spoty reklamowe.
To o tyle zadziwiające, że jeszcze kilka lat temu to kandydaci zasypywali służby swoimi CV-kami. Jednak czasy przebierania w morzu chętnych kandydatów to już przeszłość.
Dziś do pracy w polskich służbach granie się niewielu, a z tych, którzy są zainteresowani, wymagań nie spełnia prawie nikt.
Te ostatnie są zresztą sukcesywnie obniżane. Podobnie jak w Niemczech, które również przeżywają kryzys kadrowy.
Niedawno portal Money.pl poinformował, że kasjerzy w działających w Polsce sieciówkach zarabiają więcej niż policjanci czy lekarze. W rzeczywistości zarabiają również więcej od początkujących funkcjonariuszy służb (nie licząc szastającego pieniędzmi CBA).
A wymagania wobec kasjerów są znacznie niższe. Ponadto do pracy w służbach ludzie się nie garną ze względów bezpieczeństwa zatrudnienia.
Rządy PiS tylko spotęgowały uczucie niepewności. Iść do służby po to, by wkrótce z niej wylecieć z powodów politycznych, nie ma sensu.
Źródło: Money.pl / Deutsche Welle