
W lutym w Chinach wprowadzono zakaz handlu i jedzenia dziczyzny. Ma to związek z epidemią koronawirusa. Zmiany zaszły także w zamówieniach jedzenia z dostawą. Restauracje zbierają nowe dane od pracowników.
Szefowa „The Washington Post” w Pekinie podała na Twitterze, zmiany jakie wprowadziły restauracje oferujące dostawę jedzenia. W związku z epidemią koronawirusa klienci w Chinach mają dostęp do wielu nietypowych informacji.
Jak się okazuje, obok menu, restauracje zamieszczają też zdjęcia ze sprzątania. Co więcej, w zamówieniach zapisywane są także numery telefonów i temperatura ciała osób, które przygotowują posiłki.
Food delivery in China during coronavirus: the menu shows photos of cleaning in the restaurant, the delivery contains the phone numbers and temperatures of the people who prepared my food pic.twitter.com/WayaJc2zwO
— Anna Fifield (@annafifield) March 2, 2020
Pod koniec lutego w Chinach zaczął także obowiązywać zakaz handlu i jedzenia dziczyzny. Tamtejszy „parlament” zatwierdził rządowy projekt „zniesienia złego nawyku nadmiernego spożywania dzikich zwierząt, by skutecznie zabezpieczyć zdrowie i życie ludzi”.
Handel dziczyzną był zakazany już pod koniec stycznia. Przyjęto bowiem odpowiednią dyrektywę, która miała obowiązywać „do końca sytuacji epidemicznej”. Wszystko dlatego, że zdaniem ekspertów koronawirus pojawił się w Wuhan na targu z dzikimi zwierzętami.
Podobna sytuacja miała miejsce podczas epidemii SARS w latach 2002-2003. Wówczas jednak szybko doszło do wznowienia handlu dziczyzną. Chińczycy wciąż bowiem kultywują swoje nawyki żywieniowe.
Dokładne źródło pochodzenia nowego koronawirusa nie zostało jeszcze potwierdzone. Naukowcy podejrzewali już nietoperze, łuskowce i inne zwierzęta. W przypadku SARS to właśnie nietoperza zidentyfikowano jako „rezerwuar”. Za przeniesienie wirusa na ludzi obwiniono natomiast mieszkającego w Afryce cyweta. Gatunek ten był także w sprzedaży na targu w Wuhan.
Źródła: Twitter/nczas.com