
Robiąc zakupy na Wielkanoc wielu klientów sklepów mogły zszokować ceny niektórych warzyw i owoców. Wzrosły czasem nawet kilkukrotnie. W połączeniu ze wzrostem cen produktów higieny osobistej, który wymusiła epidemia, przedświąteczne zakupy poważnie nadwyrężyły domowe budżety. Niestety, będzie tylko gorzej.
Prezes NBP Adam Glapiński spodziewa się deflacji, czyli spadku cen – nie koreluje to jednak z rzeczywistością. Epidemia koronawirusa wymusiła na handlowcach podniesienie cen produktów higieny osobistej. Gdyby tego nie zrobili produkty te byłyby dziś już niedostępne na rynku.
Zauważyć można również wzrost cen i warzyw w porównaniu z rokiem ubiegłym. Żywność podrożała o 7,5 proc. Wszystko przez słabą sytuację rolników i panującą w Polsce suszę.
Będzie niestety tylko gorzej. W wielu rejonach kraju deszcz czy śnieg w ogóle nie padał przez kilka ostatnich tygodni. Z tego powodu poziom wód gruntowych obniżył się o kilka metrów. Również w najbliższej przyszłości prognozy pogody nie napawają optymizmem – opady zdecydowanie poniżej normy.
Nie mamy też co liczyć na eksport ponieważ podobny problem ma większość krajów europejskich.
Sytuacja ta, w połączeniu ze skutkami epidemii, może spowodować ogromny wzrost cen. Do tego dochodzi rządowa tarcza antykryzysowa do sfinansowania której będzie trzeba uruchomić prasy drukarskie.
Z jednej strony więc pojawiają się głosy, że czeka nas ogromna inflacja, a z drugiej strony prezes NBP liczy na deflację. Może być również tak, że ceny będą rosły i malały falowo, co również nie sprzyja utrzymywaniu stabilnego domowego budżetu.
Źródło: polsatnews.pl