Szokujące relacje bliskich zamordowanej 20-letniej Kai. „Mówiła, że taki poukładany, w ogóle nie przeklina, taki dobry człowiek.” Policja bagatelizowała sprawę, mówili, że „poszła w melanż”
Była szczęśliwa z tym Arturem. Mówiła, że jest taki poukładany, w ogóle nie przeklina, taki dobry człowiek – opowiadała w programie „Uwaga!” Natalia Rosa, przyjaciółka zamordowanej przez Artur W. 20-letniej Kai.
Kaja znała Artura od około miesiąca, sprawiał wrażenie człowieka opiekuńczego, który potrafił zająć się jej 2,5-letnim synkiem.
REKLAMA
Prawda o zwyrodnialcu okazała się zupełnie inna. W trakcie poszukiwań, rodzeństwo Kai znalazło informacje, z których wynikało, że przed laty W. brutalnie zgwałcił młodą kobietę w Anglii.
Mimo tak dramatycznych informacji policja działała opieszale i nieudolnie. W końcu poszukiwania dziewczyny ze Zduńskiej Woli zakończyły się najgorszym z możliwych scenariuszy.
Mało o nim mówiła: dobry, pomocny. Nie mówiła nic złego. Jedynie to, że dwa dni wcześniej się pokłócili. Była szczęśliwa z tym Arturem. Mówiła, że jest taki poukładany, w ogóle nie przeklina, taki dobry człowiek – opowiadała Natalia Rosa, przyjaciółka Kai.
Dla niej największą miłością był syn – podkreślał Piotr Parulski, wychowawca Kai z Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii.
20-letnia dziewczyna, która ma dzieciaka, potrzebuje tym bardziej oparcia męskiego, potrzebuje czuć się kochana, być szczęśliwa, dzielić się z kimś problemami. Zakładam, że tego szukała – tłumaczył.
Marzyła o ślubie. Chciała tak jak ja być szczęśliwa, mieć mężczyznę, na którym mogła polegać – mówiła siostra dziewczyny Elżbieta Łukasik.
Miała bardzo dobre serce dla każdego. Ostatni chleb by oddała, ostatnie pieniądze. Była bardzo dobrą osobą – wspominała.
W noc po zabójstwie Kai Artur W. przywiózł z Łodzi do Zduńskiej Woli synka dziewczyny. To od razu zaniepokoiło jej bliskich. Dziewczyna nigdy nie zostawiała dziecka.
Po tym, jak on przekazał dziecko Malwinie, Malwina zadzwoniła do Kai. Chciała się dowiedzieć, co jest grane. Odebrał Artur, powiedział, że Kaja leży w domu i śpi, bo wzięła silne tabletki na ból kręgosłupa – mówiła pani Elżbieta, i dodała, że było to dla rodzeństwa Kai podejrzane.
To już był sygnał, że jest coś „nie halo”. Kaja nigdy w życiu nie zostawiała dziecka samego – stwierdził brat 20-latki Damian Wiśniewski.
Zaniepokojone rodzeństwo naciskało policję, żeby szukać zaginionej. Od funkcjonariuszy usłyszeli, że Kaja na pewno „poszła w melanż” i wróci za kilka dni. Rodzina zaprzeczała takiemu scenariuszowi mówiąc, że to niemożliwe bo takie sytuacje wcześniej się nie zdarzały.
W związku z tym postanowili na własną rękę szukać siostry. Znaleźli adres Artura W. Jak tylko się wchodziło na to czwarte piętro, to ten odór uderzał – mówił pani Elżbieta.
Zadzwoniliśmy na policję, powiedzieliśmy o sytuacji, że śmierdzi, jesteśmy zaniepokojeni i chcemy, żeby oni sprawdzili, co jest w tym mieszkaniu – dodaje brat dziewczyny.
Oni powiedzieli, że nie są z żadnego W-11, oni nie wywalą drzwi. Jedyne, co mogą, to wezwać straż – wspominał.
Wtedy to doszło do karygodnego zaniedbania, które wydłużyło cierpienie rodziny i poszukiwania Kai. Po przyjeździe straży funkcjonariusz nie wszedł nawet do mieszkania. Strażacy nic niepokojącego nie znaleźli. Rodzeństwo usłyszało, że źródłem smrodu są koty!
Dopiero po tygodniu po raz drugi policjanci weszli do mieszkania Artura W. i w wersalce znaleźli zawinięte w pościel zwłoki dziewczyny.
Zwyrodnialec został zatrzymany kilka dni później w Koszalinie. Nie stawiał oporu. Podczas przesłuchania powiedział, że udusił Kaję po kilkugodzinnej kłótni. Jej 2,5-letni synek miał wtedy spać. Artur W. zeznał, że dziecko nie widziało zabójstwa, ani zwłok matki, jednak śledczy mają co do tego spore wątpliwości.