Makabryczny plan naukowców! Chcą stworzyć lek na koronawirusa, wykorzystując tkanki abortowanych dzieci

Kategoria:

UWAGA! Tekst zdemonetyzowany!
CENZURA

Szanowny Czytelniku! Czytasz artykuł, w którym musieliśmy wyłączyć reklamy. Został on uznany za nienadający się do monetyzacji, zbyt kontrowersyjny, niepoprawny politycznie itd. Rozważ wsparcie Fundacji Najwyższy Czas, która pomaga utrzymywać nasz portal (KLIKNIJ)

Aborcjoniści z USA przekonują, że trzeba rozpocząć badania nad lekiem na koronawirusa. Jednak do tego celu chcą wykorzystać szczątki dzieci zamordowanych w wyniku aborcji. W związku z tym domagają się zmiany amerykańskiego prawa. Aktywiści pro-life i prawnicy apelują w tej sprawie do Donalda Trumpa.

Na łamach „Washington Post” 18 marca 2020 roku ukazał się makabryczny postulat ekspertów immunologii z Montany, którzy pracują w Narodowych Instytutach Zdrowia (NIH). Aborcjoniści wzywali bowiem, żeby do badań nad lekiem na COVID-19 wykorzystać tkanki dzieci zabitych w łonach matek. W związku z tym chcą zniesienia zakazu prowadzenia badań przez placówki państwowe z wykorzystaniem fragmentów ciał abortowanych dzieci. Takie prawo wystosowała w ubiegłym roku administracja Donalda Trumpa.

O konieczności zmiany prawa, w celu umożliwienia makabrycznego procederu, przekonywała prof. Kim Hasenkrug z wchodzącego w skład NIH Rocky Mountains Laboratories (RML). Pozostali pracownicy NIH chcieli zachować anonimowość. Przekonywali jednak, że zbrodnicze praktyki przyspieszyłyby wynalezienie remedium na koronawirusa.

CENISZ SOBIE WOLNOŚĆ SŁOWA? MY TEŻ!

Środowisko skupione wokół pisma "Najwyższy Czas!" i portalu NCzas.com od lat stoi na straży konserwatywno-liberalnych wartości. Jeżeli doceniasz naszą pracę i nie chcesz pozwolić na to, aby w Internecie zapanowała cenzura – KLIKNIJ wesprzyj naszą działalność. Każda złotówka ma znaczenie!

Badania z wykorzystaniem tkanek abortowanych dzieci polegają na stworzeniu „uczłowieczonej myszy” do testów. Osiąga się to poprzez przeszczep do narządów zwierzęcia ludzkich tkanek. W przypadku opracowywania leku na COVID-19 chodzi o „uczłowieczenie” płuc i zarażenie myszy SARS-CoV-2. Badacze obserwowaliby reakcję na podawane środki.

Zanim USA zakazało takich procederów, podobne badania odbywały się w związku z wirusem HIV. Według danych organizacji Judical Watch, NIH zapłacił co najmniej 18 tys. 100 dolarów pomiędzy grudniem 2016 i sierpniem 2018 za „zaawansowane bionaukowe zasoby” (Advanced Bioscience Resources – ABR), czyli fragmenty ciał abortowanych dzieci. Przynajmniej 26 takich zakupów dokonała właśnie Kim Hasenkrug. Na całym procederze mogły zyskać Planned Parenthood i jej podobne aborcyjne przedsiębiorstwa.

Postulat aborcjonistów spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem amerykańskich pro-liferów i prawników. 15 kwietnia 50 liderów organizacji broniących życia zaapelowało do Donalda Trumpa, by nie uginał się pod dyktatem zwolenników aborcji. Do apelu przyłączyli się też politycy, m.in. Doug Lamborn, członek Izby Reprezentantów z Kolorado oraz senator Roger Wicher z Missisipi. Wystosowali oni list do prezydenta USA. Apel podpisało 131 członków amerykańskiego Kongresu.

„Te krytyczne litanie powtarzają jednak fałszywe twierdzenia i narracje, które od wielu lat propagują użyteczność tkanek płodów, w tym twierdzenie, że takie tkanki zostały już wykorzystane do stworzenia wielu szczepionek” – podkreślali politycy.

Jak dodali, obecnie stosuje się już inne, etyczne metody badań nad lekiem na COVID-19. Przynoszą one coraz lepsze rezultaty, nie ma więc potrzeby znoszenia zeszłorocznego zakazu i stosowania makabrycznych procederów.

Do tej pory najlepsze rezultaty w leczeniu koronawirusa przyniosły leki znacząco podnoszące odporność lub pochodzące z krwi ozdrowieńców.

Źródła: lifenews.com/washingtonpost.com/nationalreview.com/publicadvocateusa.org