Fryzjerzy OSTRO do rządu. „Złożyłam wniosek. Nie dostałam ani złotówki. Niedługo umrę z głodu”

Zdjęcie ilustracyjne. / foto: pexels.com
REKLAMA

W czasie zamrożenia gospodarki fryzjerzy musieli zejść do podziemia. W związku z decyzją rządu od marca nie mogą pracować i nie wiedzą, kiedy znów będą mogli wrócić do legalnej pracy.

Rząd przygotował konspekt odmrażania gospodarki, jednak ciągle nie poznaliśmy żadnych dat, kiedy kolejne gałęzie gospodarki zostaną odmrożone. W stanie niepewności są ciągle między innymi fryzjerzy.

Fryzjerzy zeszli do podziemia

Fakt, że fryzjerzy zeszli do podziemia jest tajemnicą poliszynela. We Włoszech na schludnie ostrzyżonych mężczyzn i kobiety z zadbanymi włosami poluje nawet straż miejska. W Polsce policja na szczęście aż tak daleko się nie posunęła, choć niewiele brakuje.

REKLAMA

W chwili kiedy zakłady zostały zamknięte dobrowolnie mieliśmy nadzieję, że potrwa to dwa tygodnie i wszystko wróci do normy. Jednak sytuacja przedłużyła, rząd zakazał nam wykonywania usług – opowiada jeden z fryzjerów, który musiał zejść do podziemia. Inaczej groziłoby mu zakończenie działalności.

Jak wyjaśnia rozmówca tabloidu, klienci i klientki proszą fryzjerów, aby przyjechali do nich do domu. Fryzjerzy zgadzają się tylko na propozycje od osób, które znają. Z jednej strony muszą za coś żyć, z drugiej strony nie mogą sobie pozwolić na wpadkę, ze względu na drakońskie kary.

„Niedługo zabraknie mi na jedzenie”

Teraz „Super Express” przygotował materiał rozmów z kilkoma osobami działającymi w branży, które nie zeszły do podziemia. Najważniejszym problemem jest niepewność. Wiadomo, że zakłady fryzjerskie zostaną odmrożone w ostatnim czwartym etapie, kiedy to dokładnie będzie nie wiadomo.

Nie wiem, co będzie dalej, jeżeli rząd nie zniesie nałożonych restrykcji. Szkoda mi tych lat, kiedy budowałam swoja markę – żali się Agnieszka, właścicielka salonu fryzjerskiego z Siedlec. – Jeżeli nie otrzymam należytej pomocy, to pozostanie mi zamknąć interes.

Z kolei Izabela, właścicielka salonu kosmetycznego z Łodzi, domaga się jak najszybszego działania od rządu. – Mój salon od wielu dni jest zamknięty, a ja nie mam możliwości zarabiania na życie. Skoro normalnie mogą już działać galerie handlowe, to nam też powinno się pozwolić wrócić do pracy – dodaje.

Urszula z salonu fryzjerskiego z Białegostoku mówi o tym, że składała wnioski o pomoc, jednak do tej pory nie zobaczyła ani złotówki. – Muszę zapłacić za mieszkanie i za salon. A za co mam więc kupić jedzenie? – pyta retorycznie.

REKLAMA