
Do potężnego konfliktu sąsiedzkiego doszło na osiedlu w gdańskiej dzielnicy Zaspa. Jeden z mieszkańców ustawił na parkingu przyczepę kempingową i wynajmuje w niej noclegi. Sąsiedzi są oburzeni i domagają się usunięcia przyczepy.
Osiedle w Gdańsku znajduje się w atrakcyjnej okolicy, bo bardzo blisko morza. Pan Rafał postawił więc drugi rok z rzędu w sezonie na parkingu przyczepę kempingową. I wynajmuje noclegi – według relacji mieszkańców pobiera po 10 zł od osoby za dobę.
Sąsiadom się to nie podoba. Oficjalnie przeszkadza im fakt, że zajmowane jest miejsce postojowe oraz że z mieszkania właściciela poprowadzony jest kabel elektryczny zasilający przyczepę. Twierdzą też, że z przyczepy wylewają się fekalia.
Wezwali więc wszelkie możliwe służby – straż miejską, sanepid, a nawet skarbówkę. Wyszedł jednak klops. Funkcjonariusze przyjechali, sprawdzili i orzekli: przyczepa stoi zgodnie z prawem. Fekaliów również nie stwierdzono.
Pomysłowemu panu Rafałowi ktoś ewidentnie próbuje robić pod górkę.
– Przyczepę przewiozłem tutaj z działki, ponieważ w sezonie chciałem mieć właśnie na działce miejsce. Kabel rozwieszony nad głowami przechodniów służy do ładowania akumulatora. Owszem, miałem gości w przyczepie, czasem ich jednak przewożę na pole namiotowe w Sopocie. Ludzi zwracali mi uwagę, że jakieś leją się fekalia, ale to szara woda, która nie zawiera żadnej chemii. Wcześniej była używana do mycia zębów – przekonuje pan Rafał w rozmowie z „Radiem Gdańsk”.