28-latka zmarła na COVID-19. Lekarka od miesięcy używała jednej maseczki [VIDEO]

Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay
Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay
REKLAMA

Młoda lekarka zmarła dwa miesiące od zakażenia się SARS-CoV-2. Rodzina oskarża szpital borykający się z problemami z zaopatrzeniem w środki ochronne.

28-letnia Adeline Fagan Teksasu przepracowała jako lekarka zaledwie rok. W lipcu zakaziła się koronawirusem, a już we wrześniu zmarła.

W sierpniu stan lekarki był na tyle poważny, że trzeba było ją podłączyć do respiratora. Teraz rodzina Fagan opowiedziała o możliwych przyczynach śmierci.

REKLAMA

– Adeline miała własną maskę N95 podpisaną swoim imieniem. Nosiła ją przez tygodnie, jeśli nie miesiące – wskazała siostra zmarłej, Maureen Fagan w rozmowie z „The Guardian”.

Amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji Chorób nakazało, by maski N95, najskuteczniejsze w ochronie przed wirusem SARS-CoV-2, należy używać maksymalnie 5 razy. Szpital, w którym pracowała Adeline miał jednak problemy z zaopatrzeniem, a lekarka musiała nosić cały czas jedną własną maseczkę.

Reportaż wywoła skandal, ale dyrekcja placówki powołała się na protokół, zgodnie z którym wszystkim pracownikom oferowane są maski N95, które regularnie są wymieniane na nowe. Również przełożona młodej lekarki, dr Emily Sedgwick, zapewniła, że szpital nie wymagał, by personel ponownie używał tych samych maseczek.

Natomiast rzeczniczka szpitala Selena Mejia oświadczyła, że personel był poruszony śmiercią młodej lekarki.

Zakażenie u 28-latki bardzo szybko doprowadziło do poważnego stanu i niewydolności płuc. Lekarka była tak słaba, iż nie mogła utrzymać w ręce nawet telefonu.

Przed śmiercią doznała rozległego krwotoku i nie można było już jej pomóc.

Źródło: The Guardian

REKLAMA