Bunt we Lwowie. Władze miasta nie respektują lockdownu

Lwów.
Lwów. (Zdj. wikipedia.commons)
REKLAMA

Lwów dzielnie walczy z lockdownem. Komitet wykonawczy tamtejszej Rady Miasta zdecydował, że soboty i niedziele będą „dniami roboczymi”. Wszystko to po to, żeby ominąć tzw. weekendowy lockdown, podyktowany przez rząd w Kijowie.

Ukraiński rząd zdecydował, że do 30 listopada na terenie całego kraju obowiązywać będzie tzw. weekendowy lockdown, czyli kwarantanna dnia wolnego. To oznacza, że w soboty i niedziele obowiązują większe obostrzenia w walce z koronawirusem.

W weekendy otwarte więc pozostały tylko poczty, sklepy spożywcze, apteki, stacje benzynowe, instytucje finansowe i medyczne. Punkty gastronomiczne w tym kawiarnie i restauracje mogą serwować tylko na wynos. Zamknięte zostały siłownie, baseny i instytucje kultury. Otwarty pozostał transport.

REKLAMA

Lokalne władze nie chcą się jednak godzić na takie obostrzenia, bo pozbawi to dochodów małe i średnie przedsiębiorstwa. Stracą też ich pracownicy. Wśród zbuntowanych są włodarze Lwowa, którzy już znaleźli sposób jak obejść centralne restrykcje.

„Podjęto decyzję, że do 30 listopada sobota i niedziela we Lwowie są ogłoszone dniami roboczymi dla placówek gastronomicznych, centrów handlowo-rozrywkowych, instytucji kulturalnych, siłowni, klubów fitness i bazarów. Oznacza to, że we Lwowie nie można wprowadzić 'kwarantanny dnia wolnego’, ponieważ u nas nie ma dni wolnych. Ludzie mają prawo do pracy” – poinformował na Facebooku mer Lwowa Andrij Sadowy.

Ukraińskie media podają, że śladem Lwowa poszedł już Stanisławów (Iwanofrankiwsk), gdzie również soboty i niedziele ustanowiono daniami roboczymi.

Ukraińskie miasta już wcześniej buntowały się przy wprowadzaniu obostrzeń, tak było m.in. w Czerkasach, Łucku i Tarnopolu, ale też w samym Lwowie.

REKLAMA