
Echa „kompromisu” szczytu UE w Brukseli są oceniane rozmaicie. Francuzi cieszą się z „historycznej wspólnej pożyczki”. Paryż, który od dawna ma problemy z długami, teraz wciągnął w to całą UE.
„L’Express” stwierdza, że dzięki kompromisowi udało się tu „pozyskać Polskę i Węgry. Gazeta nie ma wątpliwości, że „Europa będzie mogła wspólnie pożyczać, aby ożywić swoją gospodarkę, bez rezygnacji z nowego mechanizmu warunkującego przyznawanie środków od poszanowania praworządności”.
„L’Express” wyjaśnia, że „Niemcy zaproponowały, aby mechanizmowi towarzyszyło oświadczenie „wyjaśniające”. Dalej jednak cytuje eurodeputowanego Petri Sarvamaa (PPE), który mówi, że deklaracja „nie ma skutków prawnych” i jest to tylko „zwykły dokument, który pozwala Polsce i Węgrom zachować twarz”.
Tygodnik sugeruje także, że np. odwoływanie się do Trybunału trwa średnio 18-19 miesięcy; a to już czas np. następnych wyborów na Węgrzech. „Europa idzie naprzód, zjednoczona i niesie swoje wartości” – przytoczono słowa prezydenta Francji Emmanuela Macrona, który gratulował też sobie, że „nie poświęcił” planu pomocowego po pandemii, ani idei rządów prawa.
France Info stwierdza, że „do tej pory Węgry i Polska odmawiały uzależnienia dotacji europejskich od poszanowania praworządności (…) Ostatecznie jednak kryzys zdrowotny i ekonomiczny zwyciężył, ponieważ te dwa kraje potrzebowały pieniędzy, a Unia Europejska zagroziła, że 25 państw przygotuje plan stymulacyjny bez nich”. Jasno i prosto.… Okazuje się, że o nie Francja i kraje południa tupały nogami do pieniędzy z europożyczki, ale… Polska i Węgry.
Co z praworządnością?
Info stwierdza także, poza-traktatowy wymóg „praworządności” pozostaje, ale te dwa kraje otrzymują „dość długą procedurę, która opóźni możliwość nałożenia sankcji”.
Sporo mówi też tytuł lewicowego „Liberation” – „na szczycie europejskim – rządy prawa w swoich butach”. Według dziennika „Polska i Węgry dostosowały się do innych na szczycie europejskim, bez pozyskania tego, czego żądały”. Na razie nie muszą się jednak „martwić o swoje postępowanie w sprawach aborcji i LGTB”.
„Le Figaro” zauważa, że „Warszawa postrzegała nowy mechanizm sankcji jako ‘ideologiczną walkę’ ze swoimi wartościami, zwłaszcza w determinacji do ograniczenia aborcji. Podczas gdy Budapeszt obawia się sankcji za swoją ‘antyimigracyjną’ politykę i chciałaby zmusić Brukselę do rezygnacji z paktu migracyjnego”.
Żadna francuska gazeta nie dostrzega łamania prawa (zapisów traktatu) i pozaprawnego rozszerzania kompetencji KE o kwestie ideologiczne. Może to wynikać z tego, że z perspektywy Paryża, unijne jądro to ciągle tandem francusko-niemiecki, a tym bardziej po Brexicie. Wspomniane „Le Fgaro” jednak zauważa, że „jeśli Europa Zachodnia nie weźmie pod uwagę tożsamości kulturowych wschodnich członków, będzie to tylko pyrrusowe zwycięstwo”.
Główna optyka to jednak upragnione nad Sekwaną do zwalczania kryzysu pieniądze: „Europejczycy przezwyciężają blokadę budżetu i planu naprawy. (…) Zniesione zostało węgierskie i polskie weto w sprawie mechanizmu praworządności. Kompromis daje Warszawie i Budapesztowi trochę czasu, ale nie zmienia sposobu działania systemu”. Tak postrzega szczyt dziennik ekonomiczny „Les Echos”.
I niestety zdaje się to prawdą. „System” unijny i tak będzie działał po swojemu i wymuszał także wszystkie progresywne rozwiązania społeczne, a „wspólna pożyczka” tylko Warszawę i Budapeszt do niego dodatkowo przywiąże…
This is a big success and a game changer for the way the EU can protect the #RuleofLaw in Europe. A political declaration from Council is not legally binding, the Rule of Law regulation is. #EUCO https://t.co/mlccxFL171
— Manfred Weber (@ManfredWeber) December 10, 2020