
Od początku mniemanej pandemii branża turystyczna dostaje kolejne ciosy od rządu. Kolejny już lockdown może dobić ją całkowicie. Przedsiębiorcy ze Szczyrku protestują, jednak bez większej nadziei na zmiany. Właściciele stacji narciarskich i hotelarze podkreślają, że ostatnie posunięcia rządu to dla nich „gwóźdź do trumny”.
Miłościwie nam panujący rząd ogłosił, że od 28 grudnia wprowadza „narodową kwarantannę”, czyli pełny lockdown. Mimo braku podstaw w danych epidemicznych, zadecydowano m.in. o całkowitym zamknięciu hoteli i stoków narciarskich. Przedsiębiorcy z Podhala mówią wprost, że jest to „gwóźdź do trumny”.
– To przejdzie do historii. Będzie to historia czarnego czwartku. To tak naprawdę zabite wieko i praktycznie bankructwa, zamknięcia firm i zwalnianie pracowników – podkreślała Agata Wojtowicz, szefowa Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.
– Nikt nawet nie odniósł się na nasze propozycje – zaznaczyła. Chodzi o projekt branży hotelarskiej, która chciała m.in. testować turystów na własny koszt, by mogli wypoczywać w Tatrach.
Jak się okazuje, totalne zamrożenie branży turystycznej może potrwać jeszcze wiele miesięcy. Mirosław Bator, szef Szczyrkowskiej Izby Gospodarczej, ujawnił w TOK FM, że z „zaufanych źródeł” wie, iż ograniczenia będą przedłużane do końca marca. Patrząc na chaotyczne i irracjonalne decyzje władzy niestety nie można wykluczyć takiego scenariusza.
Zarówno hotelarze, jak i sprzedawcy pamiątek, instruktorzy sportowi, przewodnicy turystyczni, czy branża gastronomiczna, praktycznie nie zarabiają. W kurortach ich przychody stanowią zaledwie mały odsetek tego, co kiedyś. Jeszcze gorzej jest w małych miejscowościach turystycznych, gdzie brakuje innej pracy.
W ubiegłą niedzielę mieszkańcy Podhala przyjechali do Warszawy, by zaprotestować przeciwko szkodliwym decyzjom rządu. Ich działania pozostały jednak bez żadnego pozytywnego skutku. Co więcej, cztery dni później rząd ogłosił całkowite zamknięcie hoteli.
Protesty w Szczyrku
Przedsiębiorcy ze Szczyrku wciąż protestują. W swoich obiektach wywiesili plakaty i bannery. „Najpierw ukradłeś Księżyc, teraz ukradłeś ferie”, „Jesteśmy bez: pracy, pomocy, nadziei”, „Nie potraficie nam pomóc, to dajcie nam pracować” – czytamy.
„Rodzaj prowadzonej przez nas działalności wymaga precyzyjnego zaplanowania kolejnych kroków, a rozruch stacji wymaga decyzji, których konsekwencją jest duży nakład środków finansowych. Ta szczególna zima, w kształcie jakim była przygotowana przez rządzących 23 listopada, pozwalała chociaż na planowanie, a co za tym idzie – przetrwanie. Nikt nie liczył w tym roku na jakiekolwiek zyski” – napisała Szczyrkowska Izba Gospodarcza.
Jak podkreślono, konsekwencją rządowych decyzji jest „totalna klęska dla branży narciarskiej”. „Zdecydowana większość ośrodków, które zrzeszone są w Polskich Stacjach Narciarskich i Turystycznych generują swój przychód przede wszystkim zimą. Zima dla nas – to być albo nie być” -zaznaczono.
Ponadto przedstawiciele branży zwrócili uwagę, że nie zostali ujęci w tarczach covidowych, bo rzekomo zostali „odmrożeni”. Przypomnieli również, że przestrzegali ustaleń sanitarnych wypracowanych z resortem rozwoju i Głównym Inspektoratem Sanitarnym.
„Nie jest tajemnicą, że przy każdym otwarciu stacji były wzmożone kontrole i niejednokrotnie nasi członkowie zgłaszali, iż na stacji ” pojawiło się więcej policji, kontrolujących i mediów niż samych narciarzy“. Dlaczego zatem odpowiedzialna branża (…) jest karana za swój profesjonalizm i specjalne, zgodne z narzuconymi reżimami przygotowanie do wymagającego sezonu?” – pytają przedsiębiorcy.
Źródła: money.pl/Facebook