Wznowili działalność, żeby przeżyć. Od razu zjawiła się policja. „Zerwałem te łańcuchy”

Laser Factory - Zamość Centrum Rozrywki.
Laser Factory - Zamość Centrum Rozrywki. (Zdj. Facebook)
REKLAMA

Przedsiębiorcy w całym kraju mają dość. Wiele branż zostało kompletnie zablokowanych, a małe biznesy zaczynają padać. Są jednak i tacy, którzy nie mają zamiaru patrzeć jak gaśnie dorobek ich życia i buntują się przeciwko decyzjom rządu. Tak jest z zamojskim centrum rozrywki Laser Factory.

Jego właściciel mówi, że rezerwacji przybywa, a uczestnicy „bawią się z zachowaniem reżimu sanitarnego”.

Pojawili się też nieproszeni goście, w postaci policji, która nie wyciągnęła na razie żadnych konsekwencji. Swoją wizytę zapowiedzieli jednak pracownicy sanepidu.

REKLAMA

– Robimy rezerwacje, nie mieszamy ludzi. Jeśli przychodzi grupa 7 osób, nikt spoza tej grupy już nie wejdzie. Dochowamy reżimu sanitarnego – powiedział dla money.pl Łukasz Moskal, właściciel centrum rozrywki Laser Factory w Zamościu. Przedsiębiorca uruchomił biznes, bo grozi mu bankructwo i ma dość „ucisku restrykcji”.

Okazuje się, że zainteresowanie rozrywką jest spore i chętnych do zagrania w laserowy paintball nie brakuje.

– W sobotę nie mamy już raczej miejsc dla żadnej grupy. Wygląda to tak, że wchodzi jedna, dwie grupy kilkuosobowe na godzinę. Zapisują się znajomi, czasem rodziny – opowiada Moskal.

– Ruch nie jest taki, jak przed pandemią, co to to nie. Prędko to pewnie nie wróci, ale musimy też się dostosować do wymogów bezpieczeństwa sanitarnego. W takim trybie myślę, że lokal przetrwa, nie będzie trzeba go zamykać. Chociaż podejrzewam, że po opłatach za utrzymanie lokalu i pracowników sam zysk będzie bardzo niski albo nawet nie będzie go wcale – szacuje Łukasz Moskal.

Niestety, tak jak można było się spodziewać, obiekt odwiedzili też ci nieproszeni goście.

– Funkcjonariusze policji odwiedzili nas w środę. Chwilę porozmawialiśmy, nie weszli jednak na teren obiektu, bo drzwi były zamknięte, a my wpuszczamy tylko osoby z rezerwacją. Nie domagali się jednak, aby im otworzyć – opowiada Łukasz Moskal.

Teraz pan Łukasz spodziewa się kolejnych gości.

– Spodziewamy się niedługo wizyty sanepidu. Jestem raczej pozytywnie nastawiony. Ostatni wyrok Sądu Administracyjnego w Opolu jest bardzo pocieszający i daje nadzieje – dodaje.

Właściciel nawiązał do wyroku sądu, który zniósł karę administracyjną nałożoną na właściciela salonu fryzjerskiego w Opolu.

Łukasz Moskal nie jest jedynym przedsiębiorcą, który próbuje ratować swój interes. Coraz więcej ludzi w Polsce idzie tą samo ścieżką i ponownie otwiera swoje działalności. 

– Dzwonili do nas przedsiębiorcy z Karpacza, z Tarnowa, z Białegostoku. W Zamościu otworzył się kolejny biznes – gokarty. Coraz więcej osób przełamuje się i otwiera lokale. Zerwałem te łańcuchy i myślę, że to po prostu pójdzie dalej – podsumował Moskal.

Wiceminister rozwoju, pracy i technologii Olga Semeniuk w programie „Money. To się liczy” powiedziała jakie rząd, będzie wyciągał konsekwencje wobec zbuntowanych przedsiębiorców.

– Rozporządzenie prezesa Rady Ministrów jest dokumentem wiążącym. Do tego równolegle tworzona jest pomoc dla firm. Jeśli firma nie chce pomocy i chce na własną rękę się otwierać, to są odpowiednie organy, które będą to kontrolować. Tacy przedsiębiorcy nie podlegają pod żadną pomoc państwa – odpowiedziała minister.

 

REKLAMA