
Urząd Morski w Gdyni rezygnuje ze starań o eksploatację złóż z terenów inwestycji przekopu Mierzei Wiślanej. Okazuje się, że wydobycie bursztynu jest nieopłacalne – na początku rządzący twierdzili, że zyski częściowo pokryją koszt samego przekopu.
„Na terenie budowy drogi wodnej łączącej Zalew Wiślany z Zatoką Gdańską nie są i nie będą prowadzone żadne działania związane z wydobyciem bursztynu” – informuje Urząd Morski w Gdyni.
– Z uwagi na ekonomiczną nieopłacalność wydobycia, stwierdzoną na podstawie analiz (stosunek potencjalnej ilości bursztynu i jego jakości do nakładów związanych z wydobyciem), podjęto decyzję o niewystępowaniu o koncesję na wydobycia – tłumaczy Magdalena Kierzkowska, rzecznik gdyńskiego UM (ta instytucja jest inwestorem przekopu mierzei).
„Dziennik Bałtycki” cytując Kierzkowską informuje, że wynika to „z zapisów specustawy o budowie kanału żeglugowego z Zatoki Gdańskiej na Zalew Wiślany”.
– Inwestor nie występuje o wydanie koncesji, jeżeli wydobycie kopalin byłoby ekonomicznie nieuzasadnione – podkreśla Kierzkowska.
„Zaznaczmy, o tym, że Mierzeja Wiślana i Żuławy skrywają złoża „złota Bałtyku” wiadomo nie od dziś, co potwierdzali m.in. przedstawiciele Oddziału Geologii Morza w Gdańsku Państwowego Instytutu Geologicznego. Geolodzy podkreślali jednak, że są to źródła rozproszone, trudne w eksploatacji” – informuje „Dziennik Bałtycki”.
Jeszcze w lipcu 2020 roku szacowano, że złoża bursztynu na terenie przekopu, mogą być warte nawet 7 milionów złotych. Informację podało nawet na Twitterze Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej.
To jeszcze nic – za rządów Beaty Szydło rządzący chcieli sfinansować cały przekop z zysków ze złóż bursztynu w Mierzei. Szacowali wtedy, że mają one wartość nawet 880 milionów złotych.
Tak więc zaczęło się od blisko miliarda, potem miało być już „tylko” 7 milionów, a ostatecznie okazuje się, że zysków nie będzie wcale.
Źródło: „Dziennik Bałtycki”