Gangster zabił parę 80-latków. Policjant znał plany mordercy, ale go nie powstrzymał

Morderstwo - zdjęcie ilustracyjne. / Źródło: Pixabay
REKLAMA

Starsze małżeństwo zginęło po torturach. Jak to możliwe, że policja nie powstrzymała mordercy, choć wiedziała o jego planach?

Reporter Robert Zieliński ujawnił kulisy wstrząsającego morderstwa pary 80-latków. Okazało się, że oficer CBŚP wiedział, że planowano zabicie starszego małżeństwa.

O zleceniu zabójstwa dowiedział się policjant z warszawskiego CBŚP. Wcześniej gangster groził małżeństwu, o czym została powiadomiona prokuratura.

REKLAMA

Zwłoki 84-letniej Jadwigi i 85-letniego Ryszarda znaleziono w mieszkaniu na warszawskim Grochowie w lutym 2020 roku. Policję poinformowała rodzina, która nie miała kontaktu z małżeństwem.

– Ciała były zarzucone stertą ubrań, w mieszkaniu kipisz. Prawdopodobnie chodziło o stworzenie wrażenia na ekipie dochodzeniowej, że mieszkanie zostało splądrowane przez złodziei – przekonuje informator dziennikarza.

Biegły patolog stwierdził w raporcie, że bezpośrednią przyczyną śmierci obydwojga był „ucisk na szyję, na twarz oraz na klatkę piersiową”. Niemniej ślady wskazywały, że sprawcy wcześniej torturowali staruszków.

– To sprawa, którą wszyscy chcą wyciszyć. Niestety, wspólny interes łączy tu prokuraturę jak i policję, a ofiarami mało kto się przejmuje – dodał informator dziennikarza.

Zignorowane ostrzeżenie

Jak się okazuje, dwa tygodnie przed morderstwem oficer CBŚP poznał szczegóły planowanego morderstwa. Wiedział dokładnie kto i dlaczego chce napaść na seniorów.

Za zbrodnią stać miał niebezpieczny i jednocześnie tajemniczy przedstawiciel stołecznego półświatka Andrzej P., ps. Nos, były podwładny Andrzeja K. – „Pershinga”. Oficer CBŚP informacje otrzymał wprost od przestępczego podziemia.

– W Centralnym Biurze Śledczym opracowano system oceny wiarygodności źródeł informacji, stąd trafił do innych polskich służb. Upraszczając: nawet policjant, który wcześniej nigdy nie współpracował z informatorem, po kilku kliknięciach wie, czy może mu zaufać – tłumaczy doświadczony funkcjonariusz operacyjny.

Niemniej, w tej sytuacji policjant miał do zweryfikowania prostą rzecz. Tym bardziej, że staruszkowie zgłaszali, że Andrzej P. grozi im śmiercią, a dochodzenie w tej sprawie wszczęto w prokuraturze.

– To, czy sprawa tych gróźb była prowadzona rzetelnie, zostało zbadane. Prześwietlała to prokuratura z Nowego Dworu Mazowieckiego, która nie dopatrzyła się żadnych uchybień w pracy prokuratora – wskazała Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga.

Mało tego, prokurator zwrócić się miał do policji o objęcie małżeństwa ochroną. W toku śledztwa wyszło na jaw, że Andrzej P. był dalszym krewnym małżeństwa, któremu nie chcieli odstąpić nieruchomość.

P. został zatrzymany pod koniec 2020 roku.

Szok po zbrodni

Według reportera policjanci wiedzieli kto dokonał morderstwa już dzień po odkryciu zwłok. Dopiero wtedy do wydziału terroru kryminalnego i zabójstw Komendy Stołecznej Policji dotarł meldunek z CBŚP, opisujący kulisy zamierzeń „Nosa”.

Siedziby Komendy Stołecznej Policji i CBŚP dzieli ok. 2 km w linii prostej i 8 minut jazdy samochodem.

Natomiast nadkomisarz Iwona Jurkiewicz, rzeczniczka CBŚP przyznała, że wobec oficera, który nie zapobiegł wydarzeniu wszczęto postępowanie administracyjne w sprawie zwolnienia ze służby w policji.

– Chłopak przyznał się, że wiedział wcześniej. Że zbagatelizował informację, bo źródłu zdarzało się wcześniej mylić. Do dziś dyskutujemy, czy sam podjął decyzję, czy konsultował się z przełożonymi. Na pewno popełnił błąd, bo wszystkiego nie spisał, nie wprowadził notatki do systemu – powiedział jeden z oficerów CBŚP.

– Standardem w takich sprawach jest przyznanie rodzinie statusu pokrzywdzonego, który daje realne możliwości wpływu na przebieg śledztwa. Ta sytuacja kwalifikuje się przynajmniej na przeprosiny ze strony wszystkich odpowiedzialnych, jeśli nie na odszkodowanie – komentuje mecenas Janusz Kaczmarek, były prokurator krajowy i minister spraw wewnętrznych.

Źródło: TVN 24

REKLAMA