
Prawie 20 lat pracowali w Anglii, by odłożyć na wymarzony biznes w Polsce. Ogłoszona pandemia zdewastowała finansowo ich karczmę i pensjonat. ZUS poradził, by sprzedali swój dobytek.
Państwo Bernadeta i Piotr Cieślarowie wybudowali Karczmę Olza w Istebnej. Pieniądze na realizację marzenia odkładali pracując w Anglii przez 18 lat.
– To zwieńczenie marzeń moich i mojego męża, miejsce tworzone z wielkim sentymentem – mówi Bernadeta w rozmowie z money.pl.
Budowę zaczęli w 2018 roku, zakończyli w styczniu 2020 roku. Na gości czekały dwie sale restauracyjne oraz 40 miejsc hotelowych.
Inwestycję w większości pokryli z własnych oszczędności. Resztę z pożyczek. Mieli nadzieję, że na koniec 2020 roku będą w stanie wyjść na zero.
Karczma normalnie działała jedynie przez dwa miesiące. W marcu rząd zamknął gastronomię, zdewastował turystykę. Stan ten trwa – z krótką letnią przerwą – do dziś.
W ciągu minionego roku karczma w miarę normalnie działała jedynie przez 70 dni. Reszta to albo kompletne zamknięcie (większość), albo działanie w reżimie epidemicznym, co oznacza brak możliwości zapełnienia w całości bazy noclegowej i restauracyjnej.
Państwo Cieślarowie popadli w tarapaty finansowe. Musieli zaciągnąć kredyt, by utrzymać pracowników i pokryć miesięczne rachunki.
Szumnie zapowiadana przez rząd tarcza antykryzysowa karczmie nie przysługiwała, bo jako nowy biznes nie mogli wykazać straty w stosunku do 2019 roku.
– Jesteśmy nowym biznesem i nie objęła nas tarcza PFR 2.0. Inne tarcze nie są w stanie pokryć miesięcznych kosztów bieżących. Aby utrzymać biznes i pracowników, zaciągnęliśmy kredyt – opowiada właścicielka.
Karczmie przysługuje jedynie dotacja na czas zamknięcia biznesu w wysokości 5 tys. zł. Miesięczne koszty samego prądu to 6 tys. zł.
Już wiadomo, że rok 2021 także będą musieli spisać na finansowe straty. Nie wiadomo, kiedy rząd pozwoli normalnie pracować.
Pani Bernadetta szuka pomocy, gdzie się da. Dzwoni po różnych urzędach, w tym także do ZUS-u. Odpowiedź urzędniczki wbiła ją w fotel.
– Sporo czasu spędzam na pisaniu maili w sprawie tarcz, telefonach do ZUS-u czy urzędów pracy. Nie ma spójnej informacji w sprawie korzystania z dofinansowania z WUP i PUP. Jedna z urzędniczek w ZUS-ie doradziła mi, że mogę sprzedać biznes, skoro nie mam na płacenie składek. Rozpłakałam się, przecież nie można sprzedać swoich marzeń – opowiada Bernadeta Cieślar.
Źródło: money.pl