„Wielki burdel” – politycy o walce z pandemią we Francji

18-ta dzielnica Paryża zamieszkana w większości przez imigrantów. Zdjęcie: Twitter/simon louvet
18-ta dzielnica Paryża zamieszkana w większości przez imigrantów. Zdjęcie: Twitter/simon louvet
REKLAMA

Historia wyszykowania we Francji całkowicie niezrozumiałych formularzy-przepustek niezbędnych przy wychodzeniu z domu, wywołała falę powszechnej krytyki. Do końca nie wiadomo, kto stoi za tym „biurokratycznym arcydziełem”, bo rząd odcina się od odpowiedzialności.

Tygodnik „Le Canard Enchaîné” ujawnia, że ​​dokument został ułożony przez międzyresortową jednostkę kryzysową, złożoną z wyższych urzędników. Ilustruje to niekompetencje osób zarządzających kryzysem pandemii.

Prezydent Macron i różni ministrowie też krytykowali formułę „certyfikatów”, ale nikt nie brał za to odpowiedzialności. Można więc zapytać, czy trasą przez pandemię leci aby z nimi pilot?

REKLAMA

„W tych mrocznych czasach rząd zorganizował zabawny weekend, ale nie jestem pewien, czy Francuzi docenią jego poczucie humoru” – kpił sam prezydent Macron. Minister Olivier Véran tłumaczył się niczym chińska małpka, że „nie wiedział”.

„Nie mam z tym nic wspólnego” – według „Le Canard enchaîné” miał oświadczyć szef MSW Gérald Darmanin, chociaż treść „przepustki” została opublikowana na stronach jego resortu. Nieoficjalnie francuscy politycy mieli mówić wprost o… „wielkim burdelu”.

Przepustki były dla Francuzów całkowicie niezrozumiałe. Do podróży do 10 km od domu wystarczało zaświadczenie o adresie zamieszkania; do 30 km trzeba było już użyć innego formularza i znaczyć powód podróży. Po zakupy mleka w sklepie obowiązywał promień wyjścia do 10 km; ale po mleko z farmy można było pojechać już… 30 km.

Posiadania psa pozwalało wyjść do 1 km w czasie godziny policyjnej, a spacer dla kondycji dopuszczał odległość 10 km; Kpiono, że wirus pojawia się tylko między 21:00 a 6:00 rano (godzina policyjna), a na wsi zaraża tylko do 15:00.

Inne zasady obowiązywały w 16 departamentach objętych kwarantanną całkowitą, a inne na pozostałym terytorium. Policja odbierała setki telefonów z prośbami o wyjaśnienie. Absurdy w końcu wykpiono, a rząd szybko certyfikaty wycofał.

Francja, jako kraj etatystyczny, uwielbia biurokratyczne formuły. To już niemal tradycja. Niedawno francuski historyk Jeremie Ferrer-Bartomeu opublikował na Twitterze zdjęcie „przepustki” z 1720 roku. Pozwalała na przemieszczanie się między francuskimi miastami w czasie epidemii dżumy.

Jak widać od tamtej pory niewiele się zmieniło.

REKLAMA