
Już wiadomo jak będzie wyglądać podatek od smartfonów. Dzięki PiS ceny telefonów wzrosną.
Wszystko stało się jasne. Rząd PiS w końcu przedstawił założenia ustawy wprowadzającej tzw. podatek od smartfonów.
W praktyce oznacza on rozszerzenie opłaty reprograficznej m.in. na smartfony, tablety laptopy czy inteligentne telewizory. Dla klientów to oznacza tylko jedno – wyższe ceny.
Przypomnijmy, że doniesienia o podatku od smartfonów pojawiły się już rok temu. Pieniądze z tego źródła PiS zamierza przeznaczyć na Fundusz Wsparcia Artystów.
Powstanie tego funduszu jest wpisane w założenia przygotowywanej ustawy o zawodzie artysty zawodowego.
„Opłata od części zysku brzmi uroczo, ale to jest opłata od obrotu, liczona razem z VAT-em, czyli płaci się nawet, jeśli nie ma się zysku. Nie ma możliwości, byśmy pokryli to ze swoich pieniędzy, ceny wzrosną” – stwierdził Andrzej Przybyło, prezes AB, dystrybutora m.in. sprzętu elektronicznego.
Przybyło ostrzegł, że w Niemczech po wprowadzeniu podobnej daniny ceny sprzętu elektronicznego wzrosły dokładnie o wysokość tej opłaty. Eksperci wskazują ponadto, że zastosowanie opłaty reprograficznej jest bezsensu.
Opłata ta jest bowiem reliktem przeszłości.
„Próby rozciągnięcia opłaty reprograficznej na smartfony rzeczywiście mogą przynieść ogromne dochody, ale czy naprawdę urządzenia te służą dzisiaj do „dozwolonego użytku prywatnego”? Nawet jeśli tak, to w bardzo małym stopniu. Często za dostęp do zapisywanych na nich urządzeniach tak czy inaczej się płaci, więc uzasadnienie dla objęcia ich opłatą jest bardzo wątłe, jeśli jakiekolwiek” – wskazuje dr hab. Rafał Sikorski, ekspert ds. prawa własności intelektualnej.
W jego opinii widać, że za pomysłem podatku od smartfonów stoją organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, w szczególności ZAiKS.
„On oczywiście zasłania się interesami twórców, ale ma też swój interes. Stowarzyszenie pobiera przecież część opłaty na pokrycie kosztów swojego działania i repartycji” – dodaje ekspert.
Źródło: InnPoland