
– Na pewno nie są to ludzie, na których najbardziej mi zależało – stwierdził Piotr Łukasiewicz, były ambasador w Kabulu, komentując akcję ewakuacyjną.
Do Polski przyleciał w czwartek drugi już samolot, który na swoim pokładzie przywiózł uciekinierów z Afganistanu. Polski dyplomata, który pracował na miejscu, ma jednak wątpliwości co do tego, kogo sprowadzamy z Afganistanu.
Wojciech Skurkiewicz, wiceminister obrony narodowej, zdradził tożsamość ludzi, którzy wczoraj przylecieli do Warszawy. – Były osoby z Niemiec i Holandii. Zgodnie z poleceniem pana premiera bardzo mocno wspieramy inne instytucje – NATO, UE czy Komitet Olimpijski – powiedział.
Ta sytuacja jest niezrozumiała dla Piotra Łukasiewicza. Zastanawia się on, dlaczego nie ewakuowaliśmy w pierwszej kolejności współpracowników polskiej administracji.
– Nie wiem, kto wrócił tym samolotem z Kabulu. Na pewno nie są to ludzie, na których najbardziej mi zależało i dla których apelowaliśmy do rządu o akcję ewakuacyjną – podkreślił Piotr Łukasiewicz.
– Wciąż czekam na przyjazd ludzi z byłej polskiej ambasady, pracowników PAH-u oraz osób, które stanowiły część pomocową dla naszego kontyngentu – dodał.
Łukasiewicz chciał sam lecieć osobiście do Kabulu, by koordynować akcję ewakuacji swoich dawnych współpracowników. Zablokował to jednak, ponoć osobiście, Mariusz Błaszczak.
– Jeżeli doniesienia medialne o blokowaniu mojego wylotu do Afganistanu okazałyby się prawdziwe, to byłoby to niefortunne posunięcie. W moim przekonaniu powinien być tam osobiście ktoś, kto tych ludzi poznał – skomentował to w rozmowie z WP Piotr Łukasiewicz.
Źródło: Wirtualna Polska