
Kilka dni temu dostałem z USA list od bliskiej osoby. Wcześniej pytałem jak się żyje „pod Bidenem”, więc list dotyczy tego tematu. W dużym skrócie jest o wielu problemach Ameryki, więc poprosiłem Autorkę o pozwolenie upublicznienia tekstu. Poniżej treść po swobodnym tłumaczeniu, czyli rządy Demokratów oczami samych Amerykanów z prowincji:
„Życie pod Bidenem to pod wieloma względami dyktatura. Dziwne jest widzieć, co robią i słyszeć, jak temu zaprzeczają. To prawie parodia logiki i faktów. Niestety, wielu Amerykanów godzi się z tym i nie dba o to, aby pomyśleć samodzielnie i sprawdzić fakty (nawet jeśli to trudne, bo Google informacje ocenzuruje). (…)
W mediach temat rasy i wiele podobnych etykietek (orientacja seksualna, status mniejszości, ofiar itd.). Jak masz taką ‘etykietkę”, to daje ci to obecnie pracę, awans… To bardzo marksistowskie. Niektórych rzeczy wręcz brakuje, bo ludzie nie pracują. Statki nie są rozładowywane, brakuje kierowców ciężarówek, ceny benzyny wzrosły o około 1,50 dolara za galon i to wszystko odkąd Biden przejął władzę, więc ceny żywności również wzrosły. Na wszelki wypadek trzymam tyle suchych produktów i puszek, żeby nas wyżywić przez około 6 miesięcy.
Mieszkamy w małym miasteczku, więc sprawy mają się trochę inaczej niż w dużych miastach, ale mimo to jest ciężko. Teoria 'Rasy Krytycznej’ jest bardzo mocno forsowana w szkołach, w telewizji, w Internecie, itp. Marksizm, nawet ten rasowy, a nie klasowy, prowadzi do tego samego.
Jest duży nacisk na szczepienia. Jedną z rzeczy, której nie lubię i której nie ufam, jest to, że rząd nakazuje pewne rzeczy, ale tłumi informacje, a nawet dyskusje te tematy.
Ogólnie rzecz biorąc panuje pewne „bezprawie”, mocno rasistowskie (biali hetero mają przechlapane niemal wszędzie), trwa rewizjonizm w historii, jest drożyzna, a dużo ludzie znalazło się na krawędzi. Minęło 8 miesięcy Bidena i Harris i jeśli to się utrzyma, nie jestem pewna, czy kraj nie popadnie w jakiś wewnętrzny konflikt. Mogłabym pisać i pisać, ale jaki jest koń każdy widzi…”