Restauracje będą luksusem dla bogatych. „Skok cen nigdy nie był tak gwałtowny”

Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay
Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay
REKLAMA
Portal Onet rozmawia z restauratorami z całej Polski. Przyznają oni, że przez wzrost cen m.in. żywności czy prądu, oni również będą musieli podnieść ceny w swoich lokalach.

– Dla mojego biznesu bardzo znaczące są wzrosty cen energii. W skali miesiąca muszę płacić około 4 tys. zł więcej – mówi Onetowi Bartłomiej Karasiewicz, właściciel położonego w centrum Gdańska cocktail baru Jungla. – Drożeje też żywność, różne produkty są droższe o około 15-20 procent. Ale to jeszcze nie jest najgorsze – dodaje.

Rosną też koszta pracy – pracownicy chcą podwyżek i trudno im się dziwić. – Stanowią one [koszty pracy] około 30 proc. wszystkich moich kosztów. I ciągle rosną. Pracownik na co dzień odczuwa skutki inflacji. Płaci więcej w sklepach, ma większe raty kredytu związane z podniesieniem stóp procentowych. I to jest dodatkowy bodziec dla pracownika, by przyjść do pracodawcy i żądać podwyżki – mówi restaurator.

REKLAMA

– W porównaniu do czasu sprzed pandemii płace rosły nawet o 40-50 procent. Od stycznia czeka nas też wzrost pensji minimalnej, a dla pracodawców oznacza to wzrost kosztów utrzymania pracownika. Już nawet nie chcę zaczynać mówić o tak zwanym Polskim Ładzie i zmianach w naliczaniu składki zdrowotnej. Szacuję, że tylko z tego tytułu w skali roku mogę zapłacić 20 tys. zł więcej – mówi przedsiębiorca z Gdańska.

W tym roku restaurator z Kaszub nie podnosił jeszcze cen w swoich lokalach, ale twierdzi, że w przyszłym roku będzie zmuszony, żeby to zrobić. Tym bardziej, że poza zmianami podatkowymi restauratorzy obawiają się także kolejnych lockdownów.

Wzrost cen to nie tylko domena Pomorza. W podobnym tonie wypowiadają się także restauratorzy z Dolnego Śląska.

– Skok cen jest wysoki, nigdy nie był tak gwałtowny. Za gaz i energię w lokalu będziemy musieli płacić teraz 80 proc. więcej. Dotychczas płaciliśmy 10 tys., teraz jest to 18 tys. zł. Dostawcy produktów też reagują na to, co się dzieje. Droższy o 40 proc. drób, warzywa i produkty zbożowe o 20 proc. windują koszty prowadzenia biznesu. Ceny rosną z tygodnia na tydzień, nie ma pola do negocjacji. Produkty, które importujemy z Indii wzrosły o ok. 35 proc., poza tym mierzymy się z wyższymi kosztami z tytułu podatków – mówi Onetowi Magdalena Johri, właścicielka wrocławskiej restauracji Masala.

– Musimy podnieść ceny, to jest nieuniknione. Nigdy nie robiliśmy tego w grudniu, ale teraz jesteśmy do tego zmuszeni, bo nie jesteśmy w stanie dłużej brać wszystkich kosztów na siebie – zaznacza Magdalena Johri.

Obawiamy się, jak zareagują na to nasi goście, bo bardzo walczyliśmy, by wrócili do nas po otwarciu restauracji. Myślę jednak, że wszyscy robiąc prywatnie zakupy, odczuwamy, jak bardzo wzrosły ceny i spotkamy się ze zrozumieniem – dodaje.

Takie same głosy dochodzą z Lubelszczyzny i całej Polski. Polscy przedsiębiorcy obawiają się, że klienci się od nich odwrócą, ale też nie mogą sobie pozwolić na utrzymanie starych cen, bo to zrujnowałoby im biznesy.

Już niedługo może się okazać, że wyjście do restauracji będzie luksusem, na którym pozwolić sobie będą mogli jedynie najbogatsi…

Źródło: Onet

REKLAMA