Posłowie i pracownicy parlamentu siedzą na stronach porno. „Ponad 24 tysiące wejść”

REKLAMA

24.473 w zaledwie cztery miesiące. Tyle prób wejścia na strony z pornografią odnotowali administratorzy sieci w parlamencie. Jak skrzętnie policzono, co 9 min, ktoś próbował umilić sobie pracę erotycznym filmem. Rząd chce zaostrzenia polityki i blokowania stron dla dorosłych. Czy posłowie i pracownicy znajdą inny sposób?

Jak podał brytyjski „The Telegraph” administratorzy parlamentarnej sieci stwierdzili, że dziennie dochodzi do 160 prób połączenia się ze stronami pornograficznymi. Większość jest blokowana.

REKLAMA

W sieci parlamentu znajduje się 8500 komputerów. Dostęp mają do nich posłowie, pracownicy administracji oraz osoby wykonujące prace zlecone.

ZOBACZ: W podwarszawskiej fabryce dali Ukraińcom inne koszulki niż Polakom. Lewactwo zrobiło z tego rasistowską aferę

Informacje o czasoumilaczach wypłynęły po aferze z wicepremierem Damianem Greenem. Na komputerze polityka odnaleziono pornografię. Został również oskarżony o molestowanie kobiet.

Pornografie oglądają właściwie wszyscy. Wejścia zanotowano zarówno z komputerów w Izbie Lordów, jak i Izbie Gmin. Należy jednak dodać, że sytuacja ulega zmianie i strony dla dorosłych stają się coraz mniej popularne.

PRZECZYTAJ: Już dziś możliwa rekonstrukcja rządu. Czy prezydent wymusi wyrzucenie Macierewicza? „Zmiany mają być głębokie”

Według danych opublikowanych przez Press Association w 2016 r. odnotowano 113 tys. prób wejścia na strony dla pornograficzne. Rok wcześniej było to ok. 213 tys.

SPRAWDŹ: Czarne Złote Globy. Galę zdominował protest kobiet [LISTA ZWYCIĘZCÓW]

Z powodu ujawnionych rewelacji oraz niedawnych skandali które wstrząsneły brytyjskim parlamentem, rząd Theresy May chce zaostrzenia przepisów.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Mrozy zbierają śmiertelne żniwo. „Najzimniej od 122 lat”. Dziesiątki ofiar, sparaliżowane miasta i lotniska. Polacy nie mogą się wydostać ze Stanów [FOTO]

SPRAWDŹ TAKŻE: Unia straciła na świniach i sankcjach miliardy. Teraz chce ich od Rosji

Źródło: telegraph.co.uk

REKLAMA