Zielony polityk na swobodzie największą klęską jest w przyrodzie. W środku kryzysu energetycznego, Niemcy zamykają trzy trzy reaktory jądrowe

Są równi i równiejsi! Niemcy otwierają nową elektrownie węglową. Foto: print screen z YouTube/cityInfo.TV
Są równi i równiejsi! Niemcy otwierają nową elektrownie węglową. Foto: print screen z YouTube/cityInfo.TV
REKLAMA
Ostatnie trzy elektrownie jądrowe w Niemczech kraju przestaną działać pod koniec 2022 roku. Dzieje się to w czasach kryzysu energetycznego wywołanego rosyjską polityką gazową i unijnym „Zielonym ładem”. Stąd i trawestacja wiersza Miłosza w odniesieniu do zakutych ideologicznie łbów zielonych polityków wydaje się pasować wyjątkowo.

Wiele innych krajów wraca do energetyki atomowej lub stara się o budowę reaktorów. Francja, która 1 stycznia 2022 obejmuje prezydencją UE postawiła sobie nawet za cel zaliczenie energetyki jądrowej do „czystych energii”, co ma m.in. skutkować jej dotowaniem z budżetu UE.

Niemcy, którym nie przeszkadza ich węgiel brunatny (bo go mają) jednak brną w zamykanie elektrowni jądrowych. Połowa pozostałych jeszcze w użytku niemieckich mocy energii jądrowej jest zamykana w piątek 31 grudnia. Oznacza to wycofanie trzech z sześciu nadal działających reaktorów jądrowych i to w środku europejskiego kryzysu energetycznego.

REKLAMA

Zamknięto trzy bloki energetyczne w Brokdorf, Grohnde i Gundremmingen. Pozostałe w Neckarwestheim (południe), Isar 2 (południe) i Emsland (północ) podzielą ich los pod koniec 2022 roku.

To skutek nacisków Zielonych, ale też efektów katastrofy w Fukushimie w 2011 roku, która nastraszyła mocno byłą kanclerz Angelę Merkel. Ta zdecydowała o rezygnacji z energetyki jądrowej w Niemczech.

W 2020 roku energia z atomu stanowiła już tylko 11% całości wytwarzanej w RFN energii. Kraj, poza wiatrakami, otwierał jednak elektrownie… węglowe. „Bezpieczeństwo dostaw energii w Niemczech pozostaje gwarantowane” – zadeklarował Robert Habeck, minister gospodarki i ochrony klimatu, który jest rzecz jasna politykiem Partii Zielonych.

Niemcy oparły się na gazie, stąd nie dziwi ich poparcie dla gazociągów z Rosji. W wyniku napięć geopolitycznych mają jednak problem, bo Rosja to ich główny dostawca. Prof. Sebastian Herold z Uniwersytetu w Darmstadt, przewiduje, że „koniec energetyki jądrowej w Niemczech jeszcze bardziej podniesie jej ceny”.

Jego zdaniem OZE (energia ze źródeł odnawialnych) to jeszcze ciągle przyszłość. Dodaje, że „Niemcy będą jeszcze bardziej zależne od gazu ziemnego, a zatem także bardziej zależne od Rosji”.

Źródło: France Info/ AFP

REKLAMA