
Żołnierze zorganizowali świetną akcję dla dzieci, które spędzają ferie w przygranicznej strefie objętej zakazem wjazdu. Mundurowi pokazali dzieciom m.in., jak mogą bezpiecznie posługiwać się bronią. „Gazeta Wyborcza” doszukuje się w tym jakichś kontrowersji.
Krynki na Podlasiu to miejsce, które leży niedaleko granicy z Białorusią. Obecnie jest to „gorący” region przez prowokacje, które urządza reżim Łukaszenki.
Na chwilę obecną region jest „odłączony” – do marca obowiązuje w nim zakaz wjazdu osób postronnych (m.in. dziennikarzy). Wcześniej miejscowość była objęta stanem wyjątkowym.
Wydaje się więc, że zajęcia, które żołnierze zorganizowali dla dzieci, były jak najbardziej na miejscu.
Mundurowi podczas spotkania z najmłodszym w ramach „bezpiecznych ferii” uczyli dzieci posługiwania się bronią. „Gazeta Wyborcza” donosi ze zgrozą: „Pokazywali, jak celować i strzelać”. No straszne.
„GW” przedstawia też tłumaczenie dyrektorki szkoły, która twierdzi, że chodziło tylko o to, aby dzieciakom wytłumaczyć, jak bezpiecznie mogą spędzić nadchodzące ferie. Kobieta tłumaczy się tak, jakby naprawdę miała z czego.
Tymczasem w państwach takich jak USA (Południe oczywiście) czy Szwajcaria, ale nawet bliższe nam Niemcy czy Czechy, taka akcja nie wzbudziłaby żadnych kontrowersji. Przecież nikt nie zmuszał dzieciaków to zabijania kogoś. Może „Gazeta Wyborcza” nie wie, ale strzelać można także do tarczy.
Poza tym sytuacja w Polsce, a szczególnie w regionie przygranicznym z Białorusią, jest niebezpieczna i to bardzo dobrze, że pojawiają się takie inicjatywy. Oby było ich więcej.
Wiadomości z zony…
Służby mundurowe z wizytą w podstawówce w Krynkach.
Dzisiaj. pic.twitter.com/tOWesriluc— Piotr Czaban (@CzabanPiotr) January 12, 2022
Źródło: „Gazeta Wyborcza”