
Kilkudziesięciu aktywistów czeskich, niemieckich i polskich zebrało się w sobotę 15 stycznia przy wejściu do kopalni węgla brunatnego Turów niedaleko granicy czesko-niemieckiej. Domagali się zakończenia eksploatacji kopalni.
Z protestu cieszy się Praga, dla której jest to kolejny element przetargowy w negocjacjach o odszkodowania i przyszłość Turowa. W Berlinie zacierają ręce z okazji likwidacji konkurencji dla swoich kopalń. Tylko nie wiadomo dla kogo manifestowali aktywiści z Polski?
Radio Praga podaje, że „ze względu na obowiązujące w Polsce przepisy sanitarne organizatorzy zrezygnowali z masowego protestu”. Masowe protesty byłoby jednak po prostu zorganizować trudno, więc to małą manipulacja.
Dalej Czesi dodają, że „kopalnia Turów dostarcza węgiel głównie do pobliskiej elektrowni, a jej właściciel, grupa PGE, zamierza rozbudować kopalnię i kontynuować wydobycie węgla brunatnego do 2044 roku”.
Wyjaśniają, że „Warszawa pozwoliła na rozbudowę pomimo sprzeciwu ze strony sąsiednich krajów, które obawiają się uciążliwości, zaopatrzenia w wodę pitną okolicy i zanieczyszczenia powietrza”. Dziwnym trafem podobne kopalnie w Czechach i Niemczech są zapewne super-eko?
Przypomnijmy, że Czechy i Polska starają się rozwiązać spór poprzez umowę międzyrządową. Nowa czeska minister środowiska Anna Hubáčková (Partia Chrześcijańsko-Demokratyczna) powiedziała, że chce jak najszybciej wznowić negocjacje i w przyszłym tygodniu ma spotkać się ze swoją polską odpowiedniczką Anną Moskwą w Warszawie.
Źródło: Radio Praga