
Pięciogodzinna dyskusja prezydentów Francji i Rosji odbywała się przy bardzo długim białym stole, w odległości kilkunastu metrów od siebie. Francuskie media stwierdzają, że jednak „dystans narzucony przez rosyjskiego prezydenta niekoniecznie miał znaczenie polityczne”.
Twierdzą że Władimir Putin obawia się Covida i dlatego zażądał od francuskiej delegacji… czterech negatywnych testów PCR, aby mogła wjechać do Rosji. Przypominają, że te same wymogi obowiązywały wcześniej wobec premiera Węgier Viktora Orbana.
Francuskie media nazywają przy tym Orbana „przyjacielem” Putina, chociaż dla Macrona było to już siódme bezpośrednie spotkanie z prezydentem Rosji, a do tego dochodzi jeszcze szesnaście konferencji telefonicznych…
Inicjatywa deeskalacji jest prowadzona przez Paryż kilka tygodni przed wyborami prezydenckimi w tym kraju i ten element gra sporą rolę. Macron staje się w pewien sposób zakładnikiem Moskwy. Sukces negocjacji da mu dodatkowe punkty, porażka zaszkodzi…
„Le Figaro” przypomina, że „ze swoimi ideami strategicznej autonomii obrony europejskiej, Francja jest podejrzewana przez swoich sojuszników o chęć osłabienia NATO”. Dodaje, że „prezydent Francji, która przewodniczy Unii Europejskiej, był krytykowany przez swoich partnerów w Europie Środkowo-Wschodniej za podejmowanie samodzielnych inicjatyw wobec Rosji i zbytnie ustępstwa wobec Władimira Putina”.
Tłumaczą jednak swojego prezydenta polityką amerykańską, gdzie miało miejsce „przejście niszczycielskie huraganu Trump” i „porażka w Afganistanie”. To te wydarzenia miały skłonić Macrona do tezy o „konieczności wzmocnienia europejskiej obrony”. Z tym, że Macron zapowiadał „śmierć mózgową NATO” jeszcze przed tymi wydarzeniami.
Francuskie media tłumaczą, że „w obliczu Moskwy większość europejskich stolic zbliża się do Waszyngtonu, aby zapewnić sobie obronę. Przeciwnie, rosyjskie groźby, zamiast nadać nowy impet europejskiej obronie, nadały nowe życie i nową legitymizację Sojuszowi Atlantyckiemu”. Przyznają, że „rozgrywającym pozostaje Władimir Putin”.
W samolocie z Moskwy prezydent Francji zwierzył się dziennikarzom, że jednym z tematów na stole była idea „finlandyzacji” Ukrainy. Tłumaczył, że „Władimir Putin chce głębokiej zmiany polityki NATO. Trzeba znaleźć rozwiązanie, aby ta przestrzeń bezpieczeństwa, jaką jest NATO, współistniała z Rosją. Elementem tego jest brak członkostwa dla Ukrainy w NATO”.
Putin rozmowy z Emmanuelem Macronem nazwał „pożytecznymi, treściwymi i prowadzonymi w stylu biznesowym″. Ocenił też, że idee francuskiego prezydenta dotyczące architektury bezpieczeństwa europejskiego „były realistyczne″ i dodał, że „niektóre z propozycji Macrona mogą być podstawą wspólnych działań w przyszłości″.
Putin nie krył, że uważa władze w Kijowie za pozbawione legitymacji. „Źródłem ich władzy był przewrót państwowy″. Tłumaczył, że działania Rosji – w tym zajęcie Krymu – były podyktowane obawami o sytuację ludności rosyjskojęzycznej na Ukrainie. Zarazem zaapelował do tychże władz ukraińskich o przestrzeganie postanowień porozumień mińskich z 2014 i 2015 r. „Niezależnie od tego czy te porozumienia są żywe czy też nie, czy mają przed sobą jakąś perspektywę, nie ma dla nich żadnej innej alternatywy″ – powiedział.
Prezydent Rosji pokazał jednak i „kij”. W czasie konferencji zaatakował jednego z francuskich dziennikarzy, który zapytał, dlaczego Rosja nie zezwala, by Ukrainy przystąpiła do NATO? Grający zdenerwowanie Putin zapytał dziennikarza, czy chce wojny Francji z Rosją? „Rosja jest jednym z mocarstw atomowych″ – pogroził.
Sam Macron podsumował swoje propozycje dla Putina jako „krótkoterminowa stabilność militarna, dzięki której dialog, jaki został zainicjowany między Rosją, Stanami Zjednoczonymi i Europejczykami będzie pozwalał na rozwiązanie napięć z myślą o bezpieczeństwie″.
„Nie ma bezpieczeństwa dla Europejczyków, jeśli nie ma bezpieczeństwa dla Rosji″ – dodał Macron, któremu nie brakuje empatii w zrozumieniu argumentacji Kremla.
Konferencja prasowa pokazała zdaniem francuskich komentatorów głębokie różnice między przywódcami. Jednak Pałac Elizejski zapewnił, że obaj przywódcy znaleźli kilka punktów porozumienia.
Inicjatywa francuska ma pokazać, m.in. na użytek wewnętrzny, Macrona jako opatrznościowego męża stanu i przywódcę Europy. Jego kontrkandydaci w wyborach są często prorosyjscy, a on sam pokazałby, że zachowując dystans, potrafi się z Moskwą dogadywać i wytrącić im argumenty. To także przyjemna gra na resentymentach Francuzów, którzy nie przepadają za USA, na ich poczuciu niezależności i resztkach ich mocarstwowych ambicji. Można się tylko obawiać, że na tym ołtarzu Paryż jest gotowy złożyć zbyt dużą daninę…