REKLAMA
Strona główna Wiadomości Polska Proces oszustów działających metodą „na policjanta”. Dwie kobiety straciły 45 tys. zł

Proces oszustów działających metodą „na policjanta”. Dwie kobiety straciły 45 tys. zł

Policja
Policja - zdjęcie ilustracyjne. / foto: PAP
REKLAMA

Najpierw prosili o pomoc w walce z cyberprzestępcami bankowymi, jak to nie skutkowało grozili konsekwencjami, a gdy już dostali gotówkę byli na tyle bezczelni, że dzwonili, by powiedzieć że są oszustami – taki był mechanizm przestępstw, których ofiarami padły dwie białostoczanki.

Przed Sądem Rejonowym w Białymstoku zakończyło się w poniedziałek postępowanie dowodowe w procesie trzech mężczyzn oskarżonych o działanie w grupie oszustów metodą „na policjanta”. Jesienią 2020 roku dwie mieszkanki miasta straciły w ten sposób łącznie 45 tys. zł. Kwota byłaby większa, gdyby nie to, iż jednej z nich nie udało się więcej pobrać z konta. Do dziś nie odzyskały pieniędzy.

REKLAMA

Według białostockiej prokuratury, całą trójka oskarżonych wzięła udział w przestępstwie, jako ostatnie ogniwo grupy oszustów, czyli osoby odbierające gotówkę lub w tym pomagające. Jeden z nich był kierowcą; wszyscy są młodymi mieszkańcami Warszawy i jej okolic.

Sąd przesłuchał w poniedziałek m.in. obie poszkodowane. Kobiety mają 70 i 61 lat. W sądzie mówiły niewiele, potwierdziły zeznania złożone w śledztwie. W obu przypadkach zadzwonił do nich na numery stacjonarne mężczyzna podający się za funkcjonariusza komendy wojewódzkiej policji w Białymstoku. Mówił, że policjanci rozpracowują grupę przestępczą, która podrabia dowody osobiste, a w proceder zamieszana jest też pracownica banku.

Rzekomo prawdziwą tożsamość i funkcję policjanta potwierdzała kolejna osoba. Kobiety miały iść do banku po oszczędności i przekazać je policji. Zapewniano je, że funkcjonariusze cały czas akcję nadzorują, a jej celem jest udaremnienie przestępstwa. „On powiedział, że przyjedzie do mnie kurier i na hasło +bank+ będę musiała oddać pieniądze, które wypłaciłam oraz te, które posiadam w domu” – zeznawała w śledztwie 70-latka. Blisko 25 tys. zł w gotówce odebrał młody mężczyzna, który przyszedł do mieszkania.

„Do momentu podjęcia gotówki z banku, było identycznie, jak powiedziała moja przedmówczyni” – zeznała druga z pań, 61-letnia emerytka, która straciła 20 tys. zł. Z jej zeznań wynikało, że podeszła ona do słów rozmówcy z rezerwą i początkowo nie uwierzyła w akcję policji. Ostatecznie jednak pojechała do banku; chciała pobrać 40 tys. zł, ale kasjerka mogła wypłacić połowę tej kwoty.

U niej inaczej wyglądał scenariusz samego przekazania pieniędzy. Oszust, który był z nią w stałym kontakcie chciał, by pieniądze włożyła do kosza na śmieci, ale wciąż zmieniał to miejsce. Doszło nawet do tego, że kobieta wyjęła pieniądze z kosza i zakomunikowała, że ma dosyć i jedzie do domu. Wówczas była straszona sprawą karną, grożono też, że konsekwencje spotkają jej syna. W jej przypadku, gdy już oszuści przejęli gotówkę, odebrała telefon, a rozmówca wulgarnie zapytał ją, jak się czuje jako osoba oszukana w ten sposób.

Sąd przesłuchał też m.in. rodziców najmłodszego z oskarżonych, wówczas 19-latka, którego udział w przestępstwie miał polegać na tym, że przywiózł do Białegostoku i odwiózł innego z oskarżonych. Świadkowie mówili, że ich syn był przekonany, iż pomaga chłopakowi swojej siostry przy zakupie samochodu, który miał być do obejrzenia w Białymstoku.

Sąd nie zamknął w poniedziałek formalnie przewodu sądowego, bo czeka na aktualne karty karne (dane o karalności) oskarżonych. W kwietniu strony powinny wygłosić mowy końcowe i powinien zapaść wyrok.

Podlaska policja wciąż notuje podobne oszustwa i wciąż przed nimi ostrzega. W poniedziałek poinformowała, że w Białymstoku oszuści dzwonią do starszych osób posługując się tzw. legendą o wypadku osoby bliskiej i konieczności pomocy finansowej. „Apelujemy o szczególną ostrożność i rozsądek w trakcie takich rozmów. Nie dajmy się oszukać!” – przestrzegają funkcjonariusze.

(PAP)

REKLAMA