Co wiadomo o Legionie Międzynarodowym na Ukrainie

Ukraina Źródło: Pexels
Ukraina Źródło: Pexels
REKLAMA
Ukraiński rząd twierdzi, że już ponad 20 000 zagranicznych ochotników chwyciło za broń, by walczyć z armią rosyjską na Ukrainie. Inne źródła podawały liczbę 16 000. To dość szeroka odpowiedź na apel prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o zagraniczną pomoc.

Ochotnicy pochodzą z wielu krajów UE, ale też np. Gruzji, Białorusi, USA, czy Kanady. Ukrainie zależy tu zwłaszcza na byłych żołnierzach z doświadczeniem bojowym. Jednostkę powołano dekretem podpisanym 28 lutego przez prezydenta Zełenskiego.

Może dołączyć do niej każdy obywatel spoza Ukrainy, z wyjątkiem obywateli Rosji. Rekrutację prowadzą ukraińskie placówki dyplomatyczne, co koordynują attachaty wojskowe. Obecnie nic nie wiadomo o tym, by jakiś zorganizowany oddział Legionów znalazł się na froncie jako część regularnej armii ukraińskiej.

REKLAMA

„Wszystko zależy od kwalifikacji i doświadczenia” – wyjaśnia ukraińskie źródło dyplomatyczne, z którym kontaktowali się dziennikarze France Info. Ochotnicy są zazwyczaj przydzielani do grup, których członkowie są tej samej narodowości lub mówią tym samym językiem, aby ułatwić ich komunikację.

W przypadku najbardziej doświadczonych i wykwalifikowanych żołnierzy z zagranicy, mieli oni zostać już przydzieleni do ukraińskich jednostek specjalnych, co podało MON w Kijowie jeszcze 7 marca.

Prawdziwa liczba ochotników jest trudna do ustalenia. Minister spraw zagranicznych Ukrainy oświadczył 6 marca, że do nowo utworzonego Legionu dołączyło już „prawie 22 tys. ochotników”. Być może była to liczba zgłoszę n, ale wiadomo, że nie wszystkich przyjęto.

Zachodnie media pokazywały zdjęcia zgłaszających się ochotników z Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Belgii, Włoch, a nawet Luksemburga, czy Maroka. We Francji miało się zgłosić kilkadziesiąt osób, w tym byli żołnierze Legii Cudzoziemskiej.

W tym kontekście przypomina się, że zagraniczni ochotnicy walczyli już po obydwu stronach od 2014 roku, czyli agresji na Krymie i w Donbasie. Działał tu Legion Gruziński, po obydwu stronach walczyli Czeczeńcy.

Amerykański korespondent z Ukrainy Christopher Miller, twierdził, że ochotnicy zachodni pochodzą ze wszystkich środowisk politycznych. Są tu narodowcy, ale i skrajni lewacy. Niemieckie MSW twierdziło 4 marca, że zidentyfikowało około 10 swoich „neonazistów”, ale Berlin gotuje tu zapewne swoje „pieczenie”.

Francuska TV France 3 twierdziła, że wśród ochotników są idealiści, którzy rozczarowani polityką zagraniczną swojego rządu chcą po prostu bronić Europy. Padają też motywacje „za wolność waszą i naszą”. „Łatwo jest zobaczyć, kto jest dobry, a kto zły w tym konflikcie” – dodaje David Ribardo, amerykański weteran, z którym rozmawiał „New York Times”.

Przed wyjazdem do Legionów może niektórych powstrzymywać prawo danego kraju. Niektóre kodeksy zakazują służby w zagranicznych formacjach i grożą za to karami więzienia. Dlatego też, niektórzy nie afiszują się z wyjazdem.

Francuskie MSZ „formalnie” odradza wyjazdy na Ukrainę, ale prawo tego kraju nie przewiduje sankcji dla ochotników. Chyba, że byłby to kraj oficjalnie będący w stanie wojny z Francją lub organizacja uznana za terrorystyczną. Podobnie jest w większości krajów zachodnich.

Władze brytyjskie przypomniały jednak, że w takich przypadkach mogą zostać nałożone sankcje karne lub administracyjne. W wywiadzie dla BBC, brytyjski szef sztabu Tony Radakin powiedział, że „nie wolno nam zaraz pędzić w kierunku odgłosu wystrzałów”.

Jednak już w Czechach, za taką służbę grozi więzienie, chociaż premier Petr Fiala oficjalnie zapewnił, że Czesi, którzy chwycą za broń razem z Ukraińcami będą amnestionowani.

W przypadku Polaków służba w obcej armii wymaga uzyskania zgody resortu spraw wewnętrznych. Inaczej, jest przestępstwem. Za brak zgody grozi kara od 3 miesięcy do lat 5. Nasi politycy o amnestii nie wspominali…

Źródło: France Info

REKLAMA