Rosyjskie diamenty pozostają bez sankcji, bo są „wieczne”?

Diamenty. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay
Diamenty. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay
REKLAMA

Media optymistycznie donosiły, że najwięksi jubilerzy przestają zaopatrywać się w rosyjskie diamenty. Rosja odpowiada za 30 proc. światowej produkcji diamentów, z których 98 proc. jest wydobywanych i sprzedawanych przez firmę Alrosa, w której udziały ma państwo.

Zarówno USA, jak i Wielka Brytania wprowadziły sankcje zabraniające bezpośredniej współpracy z Alrosą.

Większość z rosyjskich diamentów szlifuje się w Indiach, skąd jako „znacząco zmienione produkty” trafiają na rynki zachodni. Wreszcie głównym odbiorcą jest belgijska Antwerpia.

REKLAMA

Belgijski sektor diamentów w Antwerpii pozostaje nietknięty. Każdego roku z Antwerpii do Rosji płyną prawie dwa miliardy euro. Alrosa odnowiła 6 grudnia ubiegłego roku umowę z antwerpskim sektorem diamentowym i nic nie wskazuje na jej zawieszenie.

Dyrektor generalny Alrosy z dumą oświadczył niedawno Putinowi, że jego firma od 2008 roku przyniosła rosyjskiemu budżetowi ponad 10 miliardów euro. Jak informuje HLN, rosyjska armia chwali się, że firma ta przez lata płaciła znaczne kwoty na „podniesienie gotowości bojowej rosyjskich okrętów podwodnych”. W ramach podziękowania jeden z nich ochrzczono nawet imieniem „Alrosa”.

Okręt podwodny, o którym mowa, od lat znajduje się w Sewastopolu i odegrał kluczową rolę w podboju Krymu przez Rosjan w 2014 roku.

Prezesem Alrosy jest Siergiej Iwanow, znany również jako Junior. Ojciec Juniora też nazywa się Siergiej i przez długi czas był ministrem obrony i najlepszym przyjacielem prezydenta Putina, z którym służył razem w KGB, a później został nawet stałym członkiem Rosyjskiej Służby Bezpieczeństwa.

Rosyjska firma jest największym na świecie producentem surowca diamentowego, wydobywa co roku około 30 milionów karatów ze swoich syberyjskich kopalni. Ponad połowa tych surowych diamentów jest wysyłana do… Antwerpii. Oznacza to, że jedna czwarta wszystkich diamentów w Antwerpii pochodzi z Rosji.

Po oszlifowaniu w antwerpskich warsztatach rosyjskie diamenty stają się belgijskimi i jako takie są sprzedawane m.in. amerykańskim odbiorcom. Nic dziwnego, że belgijscy lobbyści, pracujący w sektorze diamentowym, walczą, aby za wszelką cenę uniknąć zakazu importu rosyjskich diamentów. Podkreślają, że chodzi nie tylko o miejsca pracy, ale także o to, że aż 15 proc. belgijskiego eksportu poza UE stanowią właśnie diamenty.

Sektor diamentów w Antwerpii podaje, że ubiegłym roku przez Belgię przeszły diamenty rosyjskie o równowartości 1,8 miliarda euro. To flamandzkie miasto jest światowym liderem w dziedzinie surowca diamentowego z 86% udziałem w rynku.

Alrosa sama zauważa, że „Antwerpia jest najważniejszą bramą na świat dla rosyjskich diamentów”. I jak na razie na rosyjskie diamenty nie nakłada się żadnych sankcji. Ciekawe jest tu tłumaczenie się Belgii, która mówi, że „nie chce działać w pojedynkę i musi to być rozegrane na szczeblu unijnym”. Dodatkowo argumentuje, że obawia się utraty 10 000 miejsc pracy.

Źródło: PAP/ RTBF

REKLAMA