
Dwóch dziennikarzy rosyjskiego radia zaszydziło sobie z amerykańskich Demokratów. Rosjanie udając Ukraińców obiecali im zdjęcia nagiego Trumpa zabawiającego się z modelką Olgą Buzową. Podnieceni Demokraci dali się nabrać na żart i podjęli rozmowy z ukraińską ambasadą, by zdobyć zdjęcia.
Adam Schiff, jeden z najpotężniejszych członków partii Demokratycznej i członek Komisji ds. Wywiadu w Kongresie padł ofiarą prowokacji i żartu rosyjskich dziennikarzy.
Wowan i Leksus – dwaj rosyjscy radiowcy zadzwonili do Demokratów i poprosili o rozmowę z Schiffem.
Jeden z nich podał się za przewodniczącego ukraińskiego parlamentu i oznajmił mu, że rząd Ukrainy jest w posiadaniu kompromitujących zdjęć Trumpa.
Miały być one dowodem na to, że Putin zdobył haki na amerykańskiego prezydenta i teraz go szantażuje. Cała rozmowa została nagrana ponad rok temu, ale dopiero teraz ujawnioną ją.
Schiff bardzo szybko chwycił przynętę.
– Ostrzegałbym przed tym ,że nasi rosyjscy przyjaciele mogą podsłuchiwać naszą rozmowę – powiedział polityk Demokratów. – Nie chcielibyśmy, by wszystko usłyszeli.
– Spoko – odpowiedział Wowan, który podawał się za Andrieja Parubina, przewodniczącego ukraińskiej Rady Najwyższej. – To już nie zaszkodzi naszemu śledztwu.
Wowan zapewnił Schiffa, że mają zdjęcia nagiego Trumpa zabawiającego się z modelką Olgą Buzową i nagrania ze spotkania współpracownika Trumpa z rosyjską mafia w ich kryjówce na nowojorskim Brooklynie.
W czasie rozmowy Demokrata sporządzał notatki i prosił o dokładne przeliterowanie mu nazwisk.
– Będę w kontakcie z FBI w tej sprawie – mówił Schiff. – Zorganizujemy też spotkanie z waszym zespołem. najlepiej gdyby te materiały przekazano naszemu komitetowi (Demokratów – przyp. red) i FBI.
Teraz, kiedy cała prowokacja wyszła na jaw, Schiff zapewnia, że od razu domyślał się że to wszystko fałsz, i że powiadomił o tym służby. Dowodów na to jednak żadnych nie ma.
Demokrata nie potrafi też wyjaśnić dlaczego rozmowa trwała aż 8 minut i chciał zorganizować spotkanie w ukraińskiej ambasadzie.
FBI nie chce ani potwierdzić, ani zaprzeczyć temu, iż uzyskało od Demokratów informacje o rzekomych zdjęciach Trumpa.
Cała sprawa ma nie tylko posmak obyczajowy, ale może też całkowicie skompromitować forsowane przez Demokratów śledztwo w sprawie rzekomej współpracy Trumpa z Rosjanami w czasie wyborów prezydenckich.
Demokraci nie tylko zarzucają, iż współpracownicy Trumpa spotykali się z Rosjanami, ale oskarżają też o to syna Trumpa – Donalda Juniora. Wiadomo, że takie spotkanie się odbyło i miało dotyczyć materiałów kompromitujących Clinton.
Ze śledztwa wynika, że trwało ono pół godziny, a zerwał je młody Trump, kiedy zorientował się, że rosyjska prawnik, która zaproponowała spotkanie po prostu plecie jakieś bzdury.
Seria takich kontaktów stała się podstawą do wszczęcia dochodzenia i ataków na Trumpa dokonywanych przez Demokratów. Cała sprawa może się jednak zakończyć całkowitą kompromitacją Demokratów.
Zobacz też: Demokraci na skraju bankructwa. Długi, w kasach pustki, a wybory do Kongresu za pasem
W piątek ujawniono tajną notę Republikanów z Komisji ds. Wywiadu. Jak się okazuje Demokraci w czasie kampanii wyborczej za 12 milionów dolarów wynajęli dwie firmy, które zleciły byłemu brytyjskiemu agentowi pozyskanie od Rosjan haków na Trumpa.
Christopher Steele wywiązał się z zadania i dostarczył Demokratom dossier na Trumpa w tym doniesienia o tym jakoby Trump miał zabawiać się z rosyjskimi prostytutkami i brać prysznic w „złotym deszczu” (jak ktoś nie wie co to „złoty deszcz”, to nie sobie sam wygoogluje – przyp. red).
To, jak i większość, okazało się zmyśloną bzdurą, tym niemniej Demokraci zanieśli dossier do FBI, a ta podjęła śledztwo i zwróciła się o założenie podsłuchu współpracownikom Trumpa.
Zgoda na podsłuchiwanie obywateli amerykańskich na podstawie przepisów o zwalczaniu obcych wywiadów wymaga spełnienia bardzo skomplikowanych procedur. Wydać mogą ją tylko specjalni sędziowie, a pod wnioskiem musi podpisać się szef FBI, albo jego zastępca i szef Departamentu Sprawiedliwości.
Oczywiście cała administracja Departamentu i FBI pracowała na rzecz Obamy i Clinton, więc podpisy szybko się znalazły. Sędziemu przedstawiono zaś dossier i na tej podstawie uzyskano zgodę na podsłuch w komitecie wyborczym Trumpa.
Nikt jednak nie wspomniał, że dossier zostało zamówione i zakupione przez Demokratów, którzy w czasie kampanii chcieli zniszczyć Trumpa. Mało tego, jako dowód rzekomej współpracy Trumpa z Rosjanami dostarczono też artykułu m.in z Yahoo, które podsuwał brytyjski agent wynajęty do brudnej roboty.
Kiedy agent został skompromitowany FBI zerwało z nim współpracę i przestał on dostarczać materiały na Trumpa. Zamiast niego zaczęła to robić jedna z pracownic firmy GPS Fusion, która pośredniczyła pomiędzy Demokratami, a byłym brytyjskim szpiegiem Steelem. Tą pracownicą była żona jednego z agentów FBI – Okra, który pracował nad śledztwem.
Zobacz też: Nie uwierzysz, ale to NIE jest nagranie z psychiatryka. Tak Demokraci reagują na orędzie Trumpa [VIDEO]
Teraz Amerykanie dowiadują się, że nie tylko całe dochodzenie w sprawie Trumpa, to jedna wielka polityczna prowokacja, ale też, że amerykańskie służby i administracja szpiegowały i podsłuchiwały rywala politycznego Demokratów.
Gdyby to wszystko zostało ostatecznie potwierdzone to mielibyśmy do czynienia z aferą większą niż Watergate, która zmiotła z Białego Domu Richarda Nixona.
Tak czy owak, skompromitowany jest teraz główny antagonista Trumpa Adam Schiff, kongresmen i członek Komisji ds. Wywiadu. Zarzucał on Trumpowi i jego otoczeniu, że nawiązuje kontakty z przedstawicielami obcych rządów, by zdobyć materiały obciążające Clinton.
Teraz okazuje się, że sami Demokraci nie tylko wynajmowali obcych agentów, ale sami wchodzili w kontakty z Ukraińcami, by zdobyć na Trumpa porno zdjęcia.
Zobacz też: Trump zaszokował demokratów. Chce zorganizować paradę wojskową. Opozycja już krzyczy o dyktaturze