
Prezydent Meksyku Andrés Manuel Lopez Obrador ogłosił, że nie weźmie udziału w szczycie obydwu Ameryk (SOA), który rozpoczął się tego samego dnia w Los Angeles.
Jako powód podał to, że Stany Zjednoczone wykluczyły ze spotkania pewne kraje i wskazał tu m.in. na komunistyczne – Kubę i Wenezuelę oraz Nikaraguę.
„Nie jadę na szczyt, bo nie zapraszamy wszystkich krajów Ameryki. Wierzę w potrzebę zmiany narzuconej od wieków polityki wykluczenia” – oznajmił prezydent Meksyku. Decyzja nie dziwi, bo groził takim krokiem od tygodnia.
To jednak pewien cios dla Joe Bidena. W dodatku Meksyk to jeden z głównych partnerów gospodarczych Stanów Zjednoczonych, a także partner w rozwiązywaniu problemu migracji z południa.
Administracja prezydenta USA postanowiła jednak nie zmieniać swojego podejścia do rządów Kuby, Wenezueli i Nikaragui, którym zarzuca się łamanie praw człowieka i naruszanie zasad demokracji.
Tymczasem prezydent Kuby Miguel Diaz-Canel zapowiadał jeszcze w maju, że nie uda się na szczyt, nawet jeśli zostanie zaproszony. Oskarżył USA o „brutalną presję”, aby tegoroczny SOA był „nie-inkluzywny” (komuniści łatwo sobie przyswajają nowomowę nowego „postępu”). Warto dodać, że zaproszenie do Los Angeles otrzymali jednak… kubańscy dysydenci.
Ze szczytu SOA wykluczono także prezydenta Nikaragui Daniela Ortegę, byłego marksistowskiego bojownika, który w listopadzie wygrał czwartą kadencję z rzędu po wtrąceniu do więzienia swoich rywali i dyktatora Wenezueli.
#ATENCIÓN
El presidente @lopezobrador_ decidió no asistir a la #CumbreDeLasAméricas en Los Ángeles, pues Joe Biden (@POTUS) no invitó a todos los países de América Latina…
Irá Marcelo Ebrard (@m_ebrard)…https://t.co/vQTO64WluV— Alfredo González (@alfredolez) June 6, 2022
Źródło: AFP