
Iran i Wenezuela, dwa kraje naftowe objęte sankcjami USA, podpisały w sobotę 20-letnią umowę o współpracy mającą na celu wzmocnienie sojuszu. Decyzję ogłosił prezydent Iranu Ebrahim Raisi. To nie jest dobra wiadomość kierowców.
O ile reżim Nicolasa Maduro znajduje się na cenzurowanym, to Iran wykonał pewne gesty, które mogłyby zwolnić embargo na dostawy jego ropy na rynki światowe, co zapewne obniżyłoby jej ceny.
W przypadku Teheranu o żadnych negocjacjach nie chce jednak słyszeć Izrael i Waszyngton brnie w utrzymywanie sankcji na Iran.
Taniej więc nie będzie, a obydwa reżimy zostały popchnięte do zacieśnienia współpracy.
Nowy sojusz „pokazuje determinację przywódców obu krajów w rozwijaniu stosunków dwustronnych w różnych dziedzinach” – mówił prezydent Raïssi podczas wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Wenezueli Nicolasem Maduro, który złożył w Iranie oficjalną wizytę.
Strategiczny dokument został podpisany przez ministrów spraw zagranicznych obydwu krajów. Jak podaje agencja irańska IRNA jest to umowa o współpracy w dziedzinie polityki, gospodarki, turystyki, ropy naftowej i przemysłu petrochemicznego.
Nicolas Maduro mówił „niezachwianej przyjaźni między dwoma krajami”. Poinformował również o „wspólnych planach produkcji żywności w Wenezueli i eksportu jej do Iranu i regionu”. Sama Wenezuela przeżywa poważny kryzys żywnościowy.
Od 18 lipca tuszą też loty na linii Teheran-Caracas, które mają promować turystykę między dwoma krajami. Prezydent Ebrahim Raisi złożył hołd „oporowi” Wenezueli wobec Stanów Zjednoczonych, „determinacji narodu, przywódców i prezydenta kraju, która pozwoliła oprzeć się sankcjom”.
Media przypominają, że w maju irański minister ds. produktów naftowych Dżawad Owdżi złożył oficjalną wizytę w Wenezueli, która ma największe potwierdzone złoża ropy naftowej na świecie.
Nacjonalizacja rafinerii i odcięcie od technologii spowodowały jednak, że ten kraj sprzedawał u siebie benzynę… na kartki. W 2020 r. Wenezuela importowała nawet paliwa właśnie z Iranu.
Źródło: AFP