Kryzys wewnętrzy w PiS-ie. Brakuje chętnych na spotkania z wierchuszką i kontrmanifestacje

Jarosław Kaczyński wsiadający do rządowej limuzyny.
Jarosław Kaczyński wsiadający do rządowej limuzyny. / Fot. PAP
REKLAMA

Prawo i Sprawiedliwość zmaga się z ogromnym kryzysem wewnątrz partii. Brakuje chętnych na udział zarówno w wiecach Jarosława Kaczyńskiego, jak i w kontrmanifestacjach do przeciwników władzy. „Doły” partyjne nie garną się do pracy.

Prezes PiS kilka tygodni temu podczas konwencji w Markach zapowiedział polityczną ofensywę i tournee po Polsce. Spotkania nie przebiegają jednak tak, jak sobie wymyślili specjaliści od wizerunku i partyjna wierchuszka.

REKLAMA

Brakuje mobilizacji i chęci do działania lokalnych struktur. Kaczyński zapowiadał ponadto, że spotkania z wyborcami będą odbywać nie tylko partyjni liderzy, ale także liderzy w regionach. To również nie do końca wychodzi.

Jak donosi „Onet”, powołując się na anonimowych informatorów z wewnątrz PiS, pierwsze spotkania w terenie potwierdziły najgorsze obawy. „Lokalne struktury w zasadzie nie funkcjonują, a brak mobilizacji i brak chęci do działania ma być znacznie większy, niż wcześniej sądzono” – czytamy.

Początkowo spotkania były w pełni reżyserowane, a udział w spotkaniach brali przede wszystkim partyjni działacze. Dochodziło wówczas do absurdalnych sytuacji, w których „pytania” do Kaczyńskiego przeistaczały się w istne peany na cześć wodza.

Działo się tak, bo obowiązywał nieformalny zakaz zadawania trudnych pytań. Ten zakaz już ściągnięto. Pojawia się też poważny problem – brakuje chętnych na spotkania. Lokalne struktury nie garną się tak, jak sądzono, na spotkania z Kaczyńskim czy premierem Morawieckim. A to oznacza, że aby nie było pustek, wchodzą ludzie z przypadku, którzy coraz częściej zadają mniej wygodne pytania.

CZYTAJ WIĘCEJ: Starszy pan zabrał głos na spotkaniu z premierem. Morawieckiego zatkało [VIDEO]

Podczas ostatniego spotkania w Kórniku, które ochraniała nawet policja konna, Kaczyński musiał wchodzić na salę tylnymi drzwiami. Wszystko dlatego, że zorganizowano dużą kontrmanifestację. Choć zachowanie przeciwników władzy było dalekie od poprawnego, to w świat i tak poszedł przekaz, że władza chowa się za policyjnymi kordonami przed obywatelami. Ludzie od PR-u mają nie lada zagwozdkę.

Na Nowogrodzkiej chcieliby, aby w miejscach, do których przyjeżdżają Kaczyński czy Morawiecki, organizowane były także pikiety na ulicy, które stanowiłyby przeciwwagę dla demonstracji antyrządzowych.

Tych jednak nie udaje się zorganizować. Do tego typu działalności chętnych jest jeszcze mniej, niż do uczestniczenia w spotkaniach z liderami PiS-u.

– Z trudem udaje nam się zebrać chętnych działaczy na zamknięte spotkania, a co dopiero takich, którzy organizowaliby kontrmanifestacje – cytuje „Onet” przedstawiciela obozu rządzącego.

Nie ma także chętnych do tego, by zakłócać spotkania w terenie lidera PO Donalda Tuska.

Moglibyśmy robić dokładnie to samo, co Platforma, ale nie mamy zwyczajnie kim – dodają rozmówcy. Wskazują, że wielu lokalnych działaczy partii pełni publiczne funkcje i zwyczajnie nie chcą chodzić na manifestacje, by nie wystawiać się na krytykę.

Kaczyński krytycznie o sondażu, w którym PiS nie wygrywa

REKLAMA