Poseł z Alzacji został we francuskim parlamencie nazwany „ambasadorem” Niemiec i zrobił się skandal

Flaga Francji.
Flaga Francji - zdj. ilustracyjne. (Fot. Unsplash)
REKLAMA

Debaty w Pałacu Burbonów od czasu wejścia tam dużej grupy posłów narodowych (RN-Zjednoczenie Narodowe) nabrały kolorytu. W czasie sesji poświęconej francuskiej prezydencji w UE 28 lipca, poseł z Alzacji z koalicji prezydenckiej (Renesans) został potraktowany jako „ambasador Bundestagu” przez opozycyjnego deputowanego RN.

Sprawy historii ciągle żywe

Okazuje się, że po dziesięcioleciach deklarowania przyjaźni i pojednania antagonizmy francusko-niemieckie są jednak nadal żywe. „Jestem członkiem Zgromadzenia Narodowego, narodowości francuskiej, a nie przedstawicielem Bundestagu” – ripostował Charles Sitzenstuhl.

REKLAMA

Deputowany Renesansu (poprzednio LREM) ubolewał nawet nad „obrazą dla Alzacji i jej bolesnej historii”. Ataku na tego posła za jego daleko idące popieranie Brukseli i Berlina dokonał reprezentujący okręg Dolnego Renu deputowany RN Thibaut François .

Przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Jean-Louis Bourlanges (centrowy MoDem) stanął po stronie Alzatczyka i strofował posła za „absurdalne ataki”. „W oczach Zjednoczenia Narodowego Alzacja nie jest francuska, lecz niemiecka” – kpił Jean-Louis Bourlanges.

„Alzatofobia” i „eurofobia”

Zarzut „alzatofobii” i „eurofobii” postawiła na Twitterze z kolei inna deputowana „Renaissance” z Górnego Renu Brigitte Klinkert. Sprawę potraktowano bardzo poważnie. Chociaż w sumie nie chodzi o nic poważnego, a Thibaut Francis wyjaśniał, że nie nawiązywał wcale do pochodzenia adwersarza, ale jego proniemieckiego stanowiska, to cała sprawa pokazuje jak traktowani są posłowie prawicy i jak trwa szukanie jakichkolwiek „haków” na ich deklaracje.

Poseł RN wyjaśniał, że chodziło mu o „służalczość Emmanuela Macrona w tandemie francusko-niemieckim”, wspieraną przez parlamentarzystów „Renesansu”. Thibaut François w komunikacie prasowym dodał, że nawet nie wiedział, że Charles Sitzenstuhl jest Alzatczykiem.

Źródło: Le Figaro

REKLAMA