Skandal w pociągu. Francuskie koleje w czołówce „postępu”

TGV Fot. ilustr. Wikipedia
TGV Fot. ilustr. Wikipedia
REKLAMA

Francuska firma SNCF to siedlisko czerwonych syndykatów, jaczejek „hominternu” i lewicowych aktywistów. Publiczne koleje angażują się w każdą „postępową” akcję, ale też przechodzą już do fazy dyskryminacji prawicy.

Przekonał się o tym deputowany Zjednoczenia Narodowego (RN) z alzackiej Mozeli Kévin Pfeffer. Rozpoznany przez konduktora pociągu, któremu pokazał legitymację, został zwyzywany i usłyszał, że na przyszłość ma nie korzystać z pociągu.

REKLAMA

Parlamentarzysta opisał incydent na swoim koncie na Twitterze. Miał on miejsce w pociągu Paryż-Frankfurt o godzinie 19:06 w poniedziałek 19 września. Poseł rozważał złożenie skargi o dyskryminację z powodu poglądów politycznych.

Czerwony konduktor groził, że wyrzuci posła z pociągu, bo „nie chce tu ludzi, którzy pracują z Marine Le Pen”. Dodał, że następnym razem nie wpuści deputowanego do pociągu. Była to linia wspólnie obsługiwana przez SNCF i niemiecki Deutsche Bahn.

Rzecznik DB Brigit Pörner informowała, że „nie ma wiedzy” o tym incydencie. SNCF potraktowałoby sprawę „poważnie”, ale wyjaśniło, że „konduktor jest pracownikiem Deutsche Bahn”. Podobno jednak będą wyciągnięte wobec niego sankcje.

Źródło: Valeurs/ Twitter

REKLAMA